Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.1

Dziś będzie o pracy.  Ale nie mojej.
Raczej o pracy wykonywanej w moim własnym domu, na moje polecenie.
Ktoś by pomyślał, do zajęcia się dzieckiem oprócz dobrych chęci niewiele potrzeba. Zwłaszcza, jak się ma własne dzieci, więc kwestia doświadczenia też nie jest problemem.
No i tak właśnie jest, tyle, że z tymi chęciami różnie to bywa…Ze względu, że obydwoje z Dużym Bolkiem pracujemy, a Mały Bolek razem z „Gupim Snupim” trochę bałaganią, mamy do pomocy Panią która dwa razy w tygodniu nam sprząta.

W Polsce to niby luksus, a tutaj do standard. Jeszcze dobrze widziany, bo zmniejsza bezrobocie. Kobitka jest fajna, sprytna (choć już nie młoda), porządna, uczciwa – same superlatywy.
Wychowana i wyszkolona w czasach apartheidu, który mimo, że niesprawiedliwy, wpoił czarnym poszanowanie do pracy. No bo sporo musieli się natrudzić w zamian za jakąkolwiek pochwałę czy przychylniejsze słowo.

Apartheidu nie bronie. Ale to co się teraz dzieje na w RPA, to jakaś paranoja, w dodatku w majestacie prawa.
W RPA istnieje preferencyjny system zatrudnień i parytetow.
Preferencje mają oczywiście czarni. No i dobrze by było, gdyby mieli jeszcze kwalifikacje i chęci do pracy.
I to właśnie z chęciami jest problem największy, okazuje się, że pracę by mieć chcieli, ale pracować nie bardzo mają ochotę.
Ale do rzeczy.

Przekonałam się właśnie że:
– jabłko czasem pada bardzo daleko od jabłoni
– żadne parytety nie będą działać, jeśli nie ma CHĘCI.
Otóż moja kobitka do pomocy pracuje dla nas tylko dwa dni. W pozostałe dni pracuje gdzie indziej, no i bardzo dobrze, przynajmniej ma prace.
No ale ponieważ teraz wakacje, migracje i zamknięte szkoły, no to ktoś musi zostać w domy z Małym Bolkiem.
No i moja kobitka wpadła na pomysł że córkę przyśle.
Córka dorosła, bez pracy, ma własną dwójkę dzieciaków wiec na pewno dobrze się zajmie dzieciakiem.
No więc przyszła. Wyjaśniłam co i jak, parę drobnych poleceń, nakarmić, „oporządzić”, zetrzeć podłogę… Pobawić się z dzieciakiem…
Niby niewiele na dzień pracy. No ale chyba o parę za dużo…

Przychodzę do domu, Duży Bolek karmi Małego, mały wcina jakby tydzień nie jadł. Nie karmiła go, czy co?
Podłoga nie zmieciona (o zmyciu to już nawet nie myślę).
Z korytarza wali sikami, bo jednodniowa niania nie założyła Małemu pieluchy do spania i się zlał.
O tym, żeby zdjąć mokrą pościel i wrzucić do pralki (albo przynajmniej na zewnątrz powiesić) jednodniowa niania nie pomyślała.
No i ja tu nie rozumiem.
Sama w UK pracowałam jako niania, pomoc do dziecka itp.
Jakoś nikt mi nie musiał wyjaśniać, że jak dziecko się zleje w łóżko to pościel trzeba zmienić.
Korona mi z głowy nie spadła jak musiałam zafajdane gatki wyprać.
W sumie chyba dobrze, że go chociaż przebrała…

Drogie pracujące mamy, jeśli takie mnie czytają…
Czy wy każdą drobną sprawę byście wyjaśniały?
Ja wiem, w Polsce niewiele osób zatrudnia nianie, więc z pewnymi problemami można nie mieć do czynienia.
Instytucja „babci” jest znacznie popularniejsza.
Babcia zawsze wie co trzeba zrobić, nakarmi, utuli, przewinie i dużo, dużo więcej zrobi… Też bym chciała…
Ale najbliższa babcia mieszka 1400 km od nas :-( a druga jeszcze dalej… Więc pozostaje mi posiłkować się córką mojej kobitki do pomocy…
Bo kogoś zupełnie z ulicy brać do dziecka to przecież też nie jest rozwiązanie…

Przeczytaj także:

Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.2 (różnice kulturowe, szacunek do jedzenia)

Advertisements

3 thoughts on “Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.1

  1. Pingback: Nie całkiem super-niania – czyli historia Marzanne i Franciny | Blondynka w Krainie Tęczy

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s