Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.2

„…do kraju tego gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez poszanowanie
dla darów nieba
…tęskno mi Panie…”

Wczoraj musiałam iść do pracy, więc do Małego znów przyszła niania. Ta sama co ostatnio (córka naszej „regularnej” pomocy), bo nikogo nowego w tak krótkim czasie znaleźć się nie da.
No i znów mi się ciśnienie podniosło jak wróciłam do domu.
Tym razem na prosty zwyczajny szacunek do jedzenia.
Zdawać by się mogło, że ludzie którym w życiu żyje się niebogato, szanują to co mają.
Zwłaszcza w Afryce, o której słyszy się że ludzie nie mają co do garnka włożyć. Ja sama nawet chleba staram się nie wyrzucać, zawsze można dać kaczkom w parku jeśli się zeschnie czy spleśnieje. Dla niani czy naszej pomocy domowej zawsze zostawiamy jakieś jedzenie, no bo kobiecina siedzi w domu cały dzień więc zgłodnieje.
Niania zjadła swoje jedzenie i część naszego.
No cóż głodna była, niech ma. I nie to jest problemem, mimo, że ciacha czy czekoladki do posiłku „podstawowego” wg mnie się nie kwalifikują.
Ale zupełnie przypadkiem Duży zajrzał do kosza i zobaczył reklamówkę która nie była pusta. Zajrzał do niej żeby sprawdzić, bo czasem Mały coś wrzuci do kosza, a potem my tego szukamy.
No i w reklamówce był… cały niezjedzony obiad naszej niani, nie ten który jej zostawiliśmy, tylko przyniesiony z domu.
Zjadła to co my jej zostawiliśmy (widocznie jej bardziej smakowało) a swoje wywaliła do kosza. No i ja tego właśnie nie rozumiem.
Naprawdę chyba bogato jej się żyje. Nie wiem, może to tylko w Polsce wychowali nas z tym „głupim” poszanowaniem dla jedzenia. Może ja jestem niedzisiejsza.
Ale dla mnie wyrzucanie jedzenia to czyste marnotrawstwo w najgorszym wydaniu. Przecież mogła powiedzieć, ze przyniosła jedzenie i zapytać czy to co jej zostawiłam może zabrać do domu. Przecież bym jej dała.
Niania przychodzi jutro ostatni raz.
Zastanawialiśmy się czy w ogóle rozmawiać na ten temat z jej matką, ale przecież to jest dorosła kobieta, wiec stwierdziliśmy że nie ma sensu.
Tak więc czeka nas szukanie kogoś na następny okres przerwy w przedszkolu…

Reklamy

12 thoughts on “Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.2

  1. Witaj Blondynko! Piękny, super blog! I jak miło się czyta czyjeś spostrzeżenia tak podobne do moich 🙂
    Dzieci nie mam, więc o nianiach wypowiadać się nie mogę.
    Ale przypomniał mi się pewien incydent z Polski… Kiedyś Mama zrobiła mi do szkoły kanapkę, a że ja z okazji matur miałam moc stresu, brzuch się zawiązał w supeł i ani rusz nie zjadłam. Potem wracając do domu przechodziłam obok żebraka (NB kiedyś myślałam, że w Polsce ich wielu!) i bez zastanowienia kanapkę oddałam. Przeszłam jakieś 10 kroków, odwróciłam się, a kanapka… właśnie lądowała w koszu.
    Więc rozumiem Twoje zdziwienie i złość w tym względzie. Nie tylko co chodzi o wyrzucane jedzenie (od Mamy!!), ale właśnie o to, że to darowizna, że to dla kogoś komu w życiu trudniej, itp.

      • Dobry wieczór Blondynko
        Twój blog znalazłam przypadkowo, ale bardzo mnie zaciekawił. Postaram się czytać go częściej:). A co do kwestii kanapek. Po latach przyznałam się mamie,że szyneczkę zjadałam, a chlebek z masełkiem oddawałam ptaszkom, wychodząc z założenia, ze im też się coś od życia należy. Były to, oczywiście, czasy PRL-u, gdy moja babcia stała w społecznych kolejkach kilka godzin przed otwarciem sklepu. Ha, często zmieniała schodzącego z nocy tatę.

  2. Trafilam tu przypadkiem i bede zagladac napewno 🙂
    A co do waszej niani, to mysle ze we wszystkich kulturach tacy ludzie sie trafiaja. Nie tylko w Afryce ale w Polsce czy w Niemczech. To chyba bardziej kwestia wychowania i charakteru niz nacji.

    • To fakt, ale mniej szokuje fakt, ze żywność jest marnowana w krajach w którym ludziom generalnie dobrze się żyje. Jeśli tę żywność marnuje osoba, o której zawsze sądziłaś, ze jej się niebogato żyje i starałaś pomoc na różne sposoby, czy to dając jakieś ciuchy, czy sprzęt którego nie potrzebujesz, to Cie to zupełnie demotywuje. Bo skąd masz wiedzieć, że te rzeczy nie wylądują w koszu?

  3. Pingback: Wrrrrrr… kłopoty z nianią cz.1 | Blondynka w Krainie Tęczy

  4. Pingback: Nie całkiem super-niania – czyli historia Marzanne i Franciny | Blondynka w Krainie Tęczy

  5. Hej, weszłam na Twojego bloga przez Klub Polek i będę na pewno zaglądać co jakiś czas. 🙂 Ale kaczkom nie można dawać spleśniałego chleba, bo one też od tego chorują, więc jak się coś zepsuje, to już po prostu trzeba wyrzucić i nie ma innego wyjścia. 😉

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s