Dwa światy

Niedawno postanowiłam doglądnąć moich spraw bankowych.
W tym celu musiałam się udać to macierzystej siedziby banku w Sandton.
Sandton to ekskluzywna dzielnica Johannesburga.
Znajduje się tam mnóstwo biur korporacji i innych rożnej maści spółek którym zależy na luksusowej wersji PR.
Centrum Sandton wieńczy Plac Mandeli z rozsianymi dookoła restauracjami, hotelami i pięknym centrum handlowym.

Ponieważ za ten PR trzeba słono płacić (czytaj: płaca klienci), to z racji swojej zawodowej funkcji która związana jest z minimalizacja wydatków  bywam tam raczej rzadko – bo skoro nie widać różnicy to po co przepłacać 🙂
Nie mniej – mus to mus. Do GPS wpisałam początek adresu, wybrałam to co się wydawało poprawne z listy i jazda.
GPS wybrał najkrótsza drogę – przez dzielnice Alexandra, która jest jedna z najuboższych dzielnic w RPA.
Mimo, że droga przez Alex nie należy do najbezpieczniejszych, decyduję się tamtędy jechać.  Znam teren co nieco, wiem, że będę jechała główną drogą. Potem przejadę pod autostradą do ekskluzywnego Sandton.
Aleksandra to typowy township, czarne getto. Na powierzchni niecałych 8 km kwadratowych mieszka ponad 400 tys. osób. W warunkach przeróżnych  ale zazwyczaj typowo afrykańskich – maleńkie domki określane jako „pudelka na zapałki” (match box houses) , blaszaki i slumsy.
Zwłaszcza te ostatnie postrzegane są jako siedliska zła wszelkiego oraz zagrożenie dla zdrowia i życia (w zimie jest dużo pożarów spowodowanych ogrzewaniem gazowym i parafinowym), były nawet plany aby Aleksandre zburzyć.
Spełzło to na niczym i zamiast tego rząd postanowił dzielnice doinwestować.
Widoczne jest to zwłaszcza na obrzeżach  gdzie powstało najwięcej gęsto postawionych domków, które w sumie nie wyglądają źle.
Mijając bardziej normalna cześć Alexandry, zagłębiam się w dzielnice slumsów.

Po ulicach biegają dzieci, nie baczne na nadjeżdżające samochody. Omijam stery śmieci które wywalają się na ulice z nieopróżnionych koszy, staram się omijać „kolekcjonerów śmieciowych” z taczkami i wózkami których tu wszędzie pełno.
Pomiędzy hałdami śmieci biegają szczury, które miały być wyeliminowane przez sowy – program (http://www.sowetanlive.co.za/news/2012/04/02/owls-to-help-solve-rats-problem-in-alex ) chyba nie do końca się powiódł.
Zaczynam się co nieco niepokoic.
Resetuje GPS’a na wszelki wypadek, ale dalej to pokazuje te sama drogę  choć wydaje mi się ze nie tedy droga.
Jadę bardzo powoli i z uwaga.
I tutaj muszę dodać ze powodem niepokoju nie jest mój kolor i fakt bycia w nieodpowiedniej dzielnicy.
Choć mieszkańcy Alex spoglądają na mnie z ciekawością, nie widzę w ich oczach wrogości.
Nieraz mi się udało zabłądzić w czarnej dzielnicy, a nawet zatrzymać się aby zapytać o drogę.
Powodem mojego niepokoju jest fakt, ze w RPA nie ma żadnego obowiązku ubezpieczenia motoryzacyjnego. OC, AC to wymysły dla bogatych. Przeciętnego czarnego z Alex to nie obchodzi, każdy ma się martwić o siebie i swój samochód a nie o cudzy.
Efektem tego jest, ze kogo nie stać (a nie stać większości) po prostu w ogóle się nie ubezpiecza, wiec w przypadku wypadku wszystko na głowie tego, kto ma ubezpieczenie.
Ubezpieczyciel może i ściąga coś później po sprawie w sadzie, ale z czego tu ściągnąć jak sprawca wypadku mieszka w slumsie?
Staram sie wiec w miarę szybko pokonać newralgiczny obszar zatłoczonych uliczek i gruchotów na kołkach które ostatni przegląd miały 30 lat temu… Wyjeżdżam w końcu z terenu slumsów.
Jestem teraz na nieco osobliwej ulicy.
A w zasadzie dwóch zupełnie równoległych ulicach, z których jedna przebiega nieco wyżej  Obie maja po jednym pasie dla każdego kierunku. W rzeczywistości są to cztery naprzemienne pasy – jakoś nikt nie pomyślał  żeby z tego zrobić dwa pasy w jednym, dwa pasy w drugim kierunku.
Orientuje się w końcu ze GPS zaraz mnie na inna ulice niż zamierzam. Nazwa się zgadza. Dzielnica tez. Dla jakiegoś dziwnego powodu, cześć Alexandry w której się znalazłam określana jest jako… Sandton.

Właściwa ulica znajduje się niedaleko, ale po drugiej stronie autostrady.
Zmęczona jazda docieram w końcu do banku.
Rzadko kto wybierając się do Sandton jedzie przez Alexandre.
A szkoda, bo chyba warto jest zauważyć kontrast aby docenić to mamy na codzień, nieprzeciekający dach, łazienka w domu, parę posiłków na dzień – nawet mieszkając w normalnym domu czy mieszkaniu zamiast Sandton, bliżej nam to tego luksusu niż do tych slumsów.

Reklamy

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s