Wakacyjne Podróże – Ballito

Jak co roku, podczas pobytu Dużej w RPA, część jej pobytu staramy się spędzić w jakimś fajnym miejscu poza Johannesburgiem.
Zazwyczaj nasze podróże mają nieco ekstremalny charakter typu „jak w tydzień zobaczyć pół Afryki”. Do tej pory były już dwie „Wielkie Jazdy” po RPA i jedna po Namibii – po tej ostatniej, nieco ekstremalnej podróży postanowiłyśmy w tym roku nieco odpocząć i spędzić wakacje w jednym miejscu.

Plaża w Ballito

Plaża w Ballito

Tym razem będzie z nami również moja Mama, no i oczywiście Mały Bolek (Duży postanowił odpocząć co nieco od naszego babskiego towarzystwa)
Po krótkim rozpoznaniu pośród znajomych padło na Ballito – niewielką miejscowość u brzegu Oceanu Indyjskiego, niedaleko Durban.

Ballito to typowo wypoczynkowe miejsce – z apartamentami i kompleksami hotelowymi wzdłuż plaży, piaszczysto-skalnymi plażami (jedna dla pływających, a inna dla surferów), basenikami skalnymi w których mogą się chlapać dzieciaki i staruszki bez obawy, że zostaną pożarte przez rekina albo porwane przez potężne fale oceanu i kilkukilometrową promenadą biegnącą wzdłuż brzegu doskonalą na spacery.
Dojeżdżamy wczesnym wieczorem – nieco zmęczeni podróżą non-stop i szukaniem apartamentu i stacji benzynowej w którym mieliśmy odebrać klucz.
Samym apartamentem nie jesteśmy zbyt podekscytowane – oceaniczne wilgotne powietrze przesycone solą ponadgryzało co nieco ściany i żyrandole, stwierdzamy też, że mogłoby być co nieco czyściej i doszorowujemy klamki i drzwi.
Za to lokalizacja i cena apartamentu są pierwszorzędne – nasze patio wychodzi na olbrzymi trawnik z którego możemy zejść prosto na plażę.

Widok na plażę i promenadę z naszego trawnika -

Widok na plażę i promenadę z naszego trawnika

Jest już dość późno  więc na kolacje wybieramy się do jednej z pobliskich restauracji w których spożywamy pierwszorzędne risotto z owocami morza i rybę, a dla Małego zamawiamy pizze.
Mały Bolek biega po restauracji i lokalizuje olbrzymie akwarium z kolorowymi rybkami, glonami, roślinami i innymi żyjątkami morskimi, które do końca kolacji niepodzielnie panuje nad jego uwagą.

Następne kilka dni spędzamy głównie na plaży oraz spacerując promenadą, która nieco różni się od europejskiej wizji nadmorskich promenad. Jest to mała wybrukowana dróżka, która chwilami zamienia się w pomost łączący skaliste segmenty plaży po czym znów zamienia się w dróżkę. Mimo, że to jeszcze nie sezon, mnóstwo jest spacerujących oraz rozlokowanych nieopodal kramików z pamiątkami.
Decydujemy się też na lot motolotnią – niestety, mocno wieje i musimy poczekać na poprawę pogody.
Pogoda w końcu dopisuje – udajemy się do pobliskiego klubu i przechodzimy bardzo krótki instruktarz – generalnie jedyne co mamy robić, to siedzieć w miarę spokojnie i… pilnować butów… po czym pojedynczo (bo jest tylko jeden pilot) wzbijamy się w przestworza..

W drogę... a raczej w przestworza...

W drogę… a raczej w przestworza…

Lot jest fantastyczny – Duża po raz pierwszy jest wystawiona na „działanie elementów” (w dalszym ciągu wieje dość silny wiatr) i z niejakimi obawami siedzi bardzo spokojnie. Ja motolotnią też jeszcze nie leciałam, ale byłam pasażerką zarówno niewielkiej awionetki jak i pół otwartego helikoptera, więc podmuchy powietrza nie są mi obce. Robię kilka zdjęć z lotu ptaka, udaje mi się nawet uchwycić stado delfinów przy brzegu. Szukam rekinów, ale podobno woda w tej części oceanu jest trochę dla nich za ciepła, więc nie ma ich zbyt wiele w tych okolicach. Dodatkowo brzegi chronią siatki na rekiny.

Północne wybrzeże

Północne wybrzeże

Pozostałe dni to cudowne lenistwo, trochę plaży, trochę spacerów, trochę chlapania się w ciepłych falach oceanu i owoce morza w lokalnych restauracjach.
Tydzień mija bardzo szybko – w drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze Durban i spędzamy poranek i wczesne popołudnie w okolicach portu a później uShaka. Tam zawsze się coś dzieje i nawet nie odwiedzając olbrzymiego Marine World z parkiem rozrywki (na który mieliśmy trochę mało czasu) można miło spędzić parę godzin.

Panorama Durban widziana z Moyo

Panorama Durban widziana z Moyo

W kafejce Moyo mieszczącej się na pomoście z którego możemy podziwiać panoramę Durban spożywamy ostatnią „wakacyjną” kawę z ciachem i udajemy się do Johannesburga…

A oto cała galeria 😉

Reklamy

7 thoughts on “Wakacyjne Podróże – Ballito

  1. Gratuluję wspaniałych wakacji.Rowniez odwiedziłam Durban pod koniec listopada 2012.Byłam na północ w rezerwacie na safari i Sant Lucia a nastepnie Cape Town.Niezapomniane wspomnienia.Marze o nastepnych odwiedzinach tego fascynujacego kraju.Pozdrawiam

  2. Hey, bardzo fajna notka. Trochę zazdroszczę Ci takiego ‚afrykańskiego’ życia :). Ale sam zapewne niedługo wracam do swojego kraju i będę wiódł spokojne życie na antypodach jeśli wszystko wypali 🙂 Zapraszam do lektury u mnie 😉

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s