W nastroju „multi-kulti”

Dubaj to jedno z miejsc które nadają dosłowność wyrażeniu „multi-kulti” – to kwintesencja globalizacji.
A wszystko za sprawą szejka Zayeda’, który miał wizje. Polegała ona na przekształceniu pustynnej wioski w metropolię.
Ale wpis nie będzie o Dubaju o którym tak wspaniale pisze Kasia, że ja niewiele mam do dodania.
Będzie o „multi-kulti” i rozmowach przy winie i kolacji.FogDubai


Siedzimy sobie przy stole w Al Khaima, jednej za libańskich restauracji w Dubaju.
Dookoła rozchodzi się aromatyczny zapach fajek wodnych, z głośników dobiega śpiew – tutaj zazwyczaj śpiewają „na żywo” do podkładu muzycznego.
Jesteśmy po kolacji, po całym dniu pracy. Zasługujemy na odrobinę relaksu.
Enigmatyczne „my” to nasz regionalny zespół.
Część damska to Rosjanka, Turczynka, Zuluska i ja – Polko-Afrykanka. Część męska to szef Hiszpan (Buzz LightYears z poprzedniego opisu ;-)) , dwóch Pakistańczyków, Nigeryjczyk i Francuz. Reprezentujemy sześć krajów, niekoniecznie tych, z których pochodzimy… Rozmowa po kolacji przy winie schodzi na prywatne tematy – dzieci, i sprawy damsko-męskie.
Nasza grupa reprezentuje tak odmienne kultury i światopogląd, że z pozoru trudno znaleźć wspólny element, zwłaszcza w sprawach damsko męskich – ale to problem tylko z pozoru, bo mamy doskonałe pole do dyskusji na temat roli kobiety i rodziny w naszych kulturach.
Zaczynamy lekką dyskusję – intuicyjnie dzielimy się na dwie grupy – i nie są to „my” babeczki i „oni” faceci.
Dzielimy się na „związkowych” i „singli”. Rozmowa zainicjowana przez singielki, Rosjankę i Turczynkę dotyczy związków.
I tu zaczynają się łamać stereotypy, okazuje się, że żona jednego z Pakistańczyków to typowa kobieta kariery (i to w Pakistanie, co zapewne nie jest łatwe) a mąż jednej z koleżanek Turczynki która właśnie przeniosła się do Dubaju jest „panem domu” podobno szczęśliwym w swojej roli.
Obydwa przypadki dają mi do myślenia. Kultura skrajnie patriarchalna, a tu kobitki wyrwały się z jarzm i robią swoje. Podzielili się jakoś obowiązkami, równo albo nie równo – ale jakoś im wychodzi, biorąc pod uwagę że to małżeństwa z kilkuletnim stażem.
Modele rodzinne drugiego Pakistańczyka i Nigeryjczyka są bardziej tradycyjne – żony siedzą w domu. Ale ujmuje mnie Pakistańczyk, który kupuje żonie kwiaty i zabiera swoją konserwatywną małżonkę która nawet w Dubaju nosi hijab (piszę nawet, bo Dubaj to wbrew pozorom bardzo nowoczesne miasto) na „randkę” aby nie zapomniała jak to było kiedyś, gdy jeszcze starał się o jej względy 😉
Mają trójkę dzieci, więc randka to operacja logistyczno-strategiczna, zatem chylę czoła 😉
I przed fantazją też, mam nadzieję, że za 10 lat Duży Bolek dalej będzie mnie zabierał na randki…
Bardzo naturalnie schodzimy na tematy dzieciowe, w których jesteśmy tak samo podzieleni jak „związkowi” i „single” – po prostu w związkach mamy trochę stażu i dorobiliśmy się dzieciaków… Posiadania dzieci nie da się porównać do niczego. Nieodwracalne doświadczenie – albo je masz, i nic nie jest take jak przedtem (i zwykle nawet nie chcesz, żeby było jak było), albo ich nie masz i nie wiesz co tracisz.
Pakistańczyk podsumował to najlepiej – jeśli nigdy nie wskoczyłeś w upalny dzień do wody, nie będziesz wiedział jakie to uczucie, można je opisać w najdrobniejszych szczegółach, ale nic nie równa się z samym doświadczeniem tego faktu. Gdy już to przeżyjesz, nie ma odwrotu – nikt ci tego nie odbierze i zawsze będziesz do tego tęsknił…
Nawet BuzzLightyears był pod wielkim wrażeniem tego stwierdzenia… Doszedł do wniosku, że to właśnie przez takie wnioski ludzie podejmują nieprzemyślane decyzje…
No bo taki np. singiel (Buzz) w ogole nie wie, czy chce mieć dzieci. No i jeśli spotyka Kobietę Swojego Życia która chce mieć dzieci, to słysząc powyższe stwierdzenie zapewne zdecyduje się na przedłużenie swego gatunku coby nic nie tracił… Więc siłą rzeczy decyzja może być podjęta z niewłaściwych pobudek…
Na moje stwierdzenie, że można albo mieć ciasteczko, albo zjeść ciasteczko, Buzz stwierdził, że to zbyt skomplikowane, bo on chce dwa ciasteczka ;-)))

Reklamy

6 thoughts on “W nastroju „multi-kulti”

  1. Pingback: Rozważania antropologiczne – czyli duże pupy Murzynek | Blondynka w Krainie Tęczy

  2. Takie międzynarodowe, singlowo – związkowe rozmowy są bardzo ciekawe i chyba pojawiają się za każdym razem kiedy spotykamy się znajomymi. I zwykle jest tak : ile osób tyle różnych opinii.

  3. No chyba sie zapadne pod ziemie :**
    Ale juz nie przesadzaj i pisz wieeeecej, tez o sammy Dubaju! Jestes tam wlasnie, czy bylas dopiero co? To chyba przegapilam :/
    A co do ciasteczek to… ida w boczki, wole pizze ;))

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s