Wspomnienia z Maroka: z Casablanki do Erg Chebbi – czyli w poszukiwaniu słońca

Do napisania tego historycznego już postu zainspirowało mnie zdjęcie chłopaków z Gdzie Diabel Mowi Namaste.
Unoszą się w turbanach nad piaskiem pustyni a z ekranu patrzą na was ich roześmiane twarze.
Ta kwintesencja beztroski i młodości przypomniała mi ostatnią dziewczyńską podróż przed Wielkimi Zmianami – właśnie do kraju piasku, turbanów i soczystych kolorów… Tak więc wspólnie z „Racey Tracy” którą opisywałam na starym blogu o, tutaj wybrałyśmy się na wakacje do Maroka.
Zaczęłyśmy od Casablanki.
Podróż zaczęła się z przygodami – dotarłam tam znacznie wcześniej niż mój bagaż…
Ponieważ jednak twarda ze mnie sztuka, postanowiłam się nie przejmować i nie dać niekompetentnym liniom lotniczym zepsuć sobie wakacji. Kupiłam parę drobnych rzeczy, a że ciepło to wiele nie potrzebowałam.
W Casablance spotkałyśmy się ze znajomym Tracy i wspólnie zadekowaliśmy w Novotelu.
Brzmi ekskluzywnie? O nie… Pokój 3-osobowy okazał się dwójka z dostawką z widokiem na plac budowy…
Nic dziwnego, że było tanio…
Nie zwlekając więc udaliśmy się na wycieczkę taksówka po Casablance.
Casablanca to duże, średnio ciekawe miasto w którym znajduje się jedna z muzułmańskich perełek, Meczet Hassana.

Maroko, Casablanca

Padał deszcz, co nieco utrudniło zwiedzanie, ale za to meczet lśniącą od wody marmurowa posadzka, burzowymi chmurami i tęczą wyglądał rewelacyjnie.
Jest to jeden z największych i najnowocześniejszych meczetów na świecie – znak na modlitwę daje tu słup laserowego światła skierowany w kierunku Mekki, a podłogi są podgrzewane.
Cała ta luksusowa otoczka przypomniała mi o moskiewskim koncepcie pałacu dla ludu, którym tam miały być stacje metra.
Po odwiedzeniu meczetu pospacerowalismy jeszcze po Casablance kosztujac nawet ulicznych specjalow i chlonac kolory i zapachy ulic miasta.

Maroko, Casablanca
Ponieważ Casablanca nie była głównym punktem naszej wycieczki, następnego dnia udaliśmy się pociągiem do Fezu.
W międzyczasie, jeszcze z pociągu za pomocą przygodnego pasażera zarezerwowaliśmy taksówkę – wprawdzie niepotrzebnie (bo było tych taksówek mnóstwo na dworcu), ale za to po niezbyt długich negocjacjach w miarę tanio wytargowaliśmy również objazdówkę po Fezie i wycieczkę do pobliskich romańskich ruin Volubilis.

Ruiny Volubilis
Kolejne dwa dni spędziliśmy zwiedzając “Stare Miasto” zwane Medina, oglądając riady, spacerując po wąskich uliczkach, odwiedzając meczety, souki, garbarnie i garncarnie.

Fez, garbiarnia
W międzyczasie doleciał mój bagaż, z czego bardzo się ucieszyłam, bo w Fezie tez padało i przemokły mi obie pary butów, te moje i te zakupione w Casablance…
Po pobycie w Fez, już tylko we dwie udałyśmy się skoro świt do Erg Chebbi – skrawka prawdziwej Sahary na pograniczu z Algieria, z przepięknymi wydmami i suchym, drobnym piaskiem.
Taksowkarz, jak to tutaj w zwyczaju, zabral nas do paru sklepow gdzie zrobilysmy niewielkie zakupy. Odwiedziliśmy też słone jezioro Dayet Sriji, położone niedaleko Merzougi, miasteczka najbliższego Erg Chebbi. Jezioro było zimne i wietrzne. Podobno obfituje we flamingi, ale nam nie udało się ich zobaczyć.
Popołudnie w Erg Chebbi przywitało nas niewielka zadyma piaskowa, która jako nieobyte w świecie pustyni laiczki wzięłyśmy za burze.
Zachęcone jednak niefrasobliwymi minami i komentarzami naszych pustynnych gospodarzy pensjonatu Homme Bleue, postanowiłyśmy udać się na wycieczkę wgłąb pustyni. Środek transportu – oczywiście wielbłąd.

Erg Chebbi
Wieczorem pustynia jest przepiękna jak wytworna wieczorowa suknia. Granat nieba kontrastuje ze złotem piasku lśniącego blaskiem ostatnich promieni słońca.
Zachód słońca na pustynnych wydmach to niesamowite wrażenie – dookoła niebo, piach i oprócz wielbłądów i naszych przewodników nic więcej. Nawet skrawka roślinności, ta pojawia dopiero w bardziej nawodnionych, zamieszkałych częściach pustyni. Oko w oko z żywiołem.
Po zapadnięciu zmroku życie w pustynnych osadach prawie zamiera –  elektryczność jest tutaj rarytasem, a generator zużywa dużo paliwa, wiec zużycie energii ograniczane jest do minimum.
Wieczór skończył się kosztowaniem berberyjskich specjałów i z powodu braku prądu, wczesnym pójściem do łóżka. Żałowałyśmy nawet ze nie skorzystałyśmy z opcji spędzenia nocy w namiocie na pustyni – no ale niestety, Tracy lubi luksus, wiec namówienie jej na namiot graniczyło z cudem.

Merzuga
To zamiłowanie mojej psiapsióły do luksusu, a raczej do przepłacania za standard który ona uważała za nieosiągalny za przystępne ceny, odbiło nam się czkawka jeszcze w Fez. W dalszej części podróży wzięłam zatem sprawy w swoje własne nieco bardziej doświadczone w stawianiu oporu wyzyskiwaczom biednych turystek z Trzeciego Świata ręce 🙂 i sama (oczywiście po konsultacji z Tracy) zajęłam się logistyką naszej wycieczki.
Zaczęło się od ustalenia pułapu cenowego i rezerwowania nieco rozsądniejszego zakwaterowania niż w Fez, gdzie przepłaciliśmy z kretesem.
W Erg Chebbi ceny były przyzwoite, ale Tracy jakoś nie mogła sobie wyobrazić ze za 60 Euro za pokój znajdziemy coś przyzwoitego w Marrakesz, naszym następnym po Erg Chebbi celu podróży, dala się jednak przekonać do mojej sugestii.

W drodze do Warzazat
Ja przed podróżą z Tracy prawdopodobnie szukałabym czegoś za połowę tej ceny, no ale każdy musi być ‚happy’ a moja kumpela nie byłaby happy wydając mniej 🙂 zresztą uparła się na riad, a tam ceny generalnie wyższe, zwłaszcza w centrum.
Już w drodze do Erg Chebbi zdecydowałyśmy, że zaangażujemy naszego taksówkarza do dalszego transportu, przystąpiłam wiec do następnej fazy ataku czyli wynegocjowania ceny na dowiezienie nas do Marrakesz.
Uzbrojone w informacje ile kosztuje autobus dla nas dwóch dałyśmy naszemu taksówkarzowi ultimatum, albo za tyle co autobus x 2 (mniej więcej) wiezie nas do Marrakesz i w sumie nadrabia jakieś 450 kilometrów i jedna noc, albo jedziemy autobusem a o uboższy o 1500 dirham wraca do Fez.
Wyszło mi, że po odliczeniu kosztów benzynę będzie miał połowę tego na czysto za dodatkowy dzień pracy, więc chyba jest fair i powinien się zgodzić.
Taksówkarz podjął rozsądną decyzję i za godzinę, po odwiedzeniu sklepu w którym Tracy o mało nie kupiła dywanu, byłyśmy już w drodze…

Poniżej galeria wszystkich zdjęć z tego etapu podróży 😉

Ciąg dalszy poniżej 😉

Wspomnienia z Maroka: z Erg Chebbi do Marrakesz – czyli Wrota Pustyni

Advertisements

4 thoughts on “Wspomnienia z Maroka: z Casablanki do Erg Chebbi – czyli w poszukiwaniu słońca

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s