Dzieciak na motorze

Parę  miesięcy temu na YouTube trafił filmik na którym ojciec wiezie na motorze swoją kilkuletnią córeczkę przez jedna z głównych ulic dzielnicy na której mieszkam.
Zapomniałam o sprawie, ale przeglądając ostatnio zdjęcia na których jest Mały Bolek na motorze, zastanowiłam się nad całą tą kwestia bezpieczeństwa przewożenia małych dzieci na motocyklu.
Problem w tym, ze motocykl, który przez lata cale był jednym z ogólnodostępnych pojazdów służących do w miarę sprawnego, bezproblemowego transportu (i w wielu krajach nadal takim jest – o czym świadczy poniższe zdjęcie), wraz z rozwojem techniki przestał być tyko środkiem transportu.

family-on-bike

Stal się narzędziem, którego użycie może być niebezpieczne – nie tylko przez rozwijaną prędkość, która przekracza prędkość samochodow rajdowych, ale także przez natężenie ruchu na drogach. To, co kiedyś było norma, teraz zaczyna zakrawać na nieodpowiedzialną jazdę bez trzymanki.
Na filmie motocyklista rusza z kopyta z parkingu przy jednym z popularnych pubów. Motor to ścigacz, a wiec kierowca dość szybko rozwija prędkość. Wszystko filmowane jest kamerką z jednego z jadących za nim samochodow.
W ciągu paru godzin film wywołał burze w mediach, a na głowę ojca spadły gromy.
Dziewczynka przewożona na ścigaczu spośród odzieży ochronnej ma jedynie kask rowerowy.
Poniżej link do filmu z YouTube – sami oceńcie co o tym myśleć.

Sprawa zbiegła się w czasie z innym przypadkiem, który niestety zakończył się tragicznie.
Dziecko przewożone przez kalifornijskiego motocyklistę (link tutaj) zmarło.
Wezwania do aresztowania, odebrania praw rodzicielskich, narażenia życia dziecka – to oprócz tyrady o odpowiedzialności przykłady typowych zarzutów które zostały skierowane pod adresem zarówno ojca dziewczynki, jak i partnera matki dziewczynki która zginęła w wyniku wypadku w Kalifornii.
O ile kierowca na ścigaczu złamał przynajmniej jeden przepis i z cala pewnością zasłużył na lawinę oskarżeń, to w przypadku kalifornijskiego motocyklisty cale zajście to po prostu nieszczęśliwy wypadek. Nie oszczędziło go to jednak od moralnego potępienia, no bo „co robiło dziecko na motorze…”
Bardzo łatwo chyba kogoś ocenić z boku nie zastanawiając się ani nad przepisami, ani nad faktami. Na uwagę w tym wszystkim zasługuje brak jasności przepisów, które nie precyzują jasno od jakiego wieku dozwolone jest przewożenie dzieci. Kask nowej technologii jest na tyle lekki, że nawet male dziecko utrzyma go na głowie – choć na pewno nie jest to pomysł na długą podróż. No i przepis, który mówi, że stopy dziecka maja dosięgnąć podpórek to tez bubel – bo te, w zależności od modelu, zamocowane są na różnych wysokościach. Ścigacz np. ma je wyżej, a Harley niżej.
To co – czterolatek na ścigaczu jest OK, a na Harleyu już nie?
Przepis nie precyzuje też, ze owe podpórki maja być częścią konstrukcji motocykla… W sprzedaży są szelki i siodełka z wmontowanymi podpórkami na stopy – wiec proceduralnie, zgodnie z przepisami można by przewozić nawet i dwulatka. Tylko, czy to mądre?
Tak, czy inaczej nie bardzo wiem, co o tym myśleć i jaki wiek uznać za minimalny.

cam on harley

Bo z jednej strony Mały Bolek, uwielbia jazdę motocyklem. Z drugiej strony, ze względu na nasze obawy, podróże motorem ograniczały się do tej pory do drogi osiedlowej i ewentualnie drogi przedszkole-dom (raptem półtora kilometra).
Zastanawiamy się tez nad przyczepa – ponieważ jest nas trójka, a ja na razie jeżdżę jedynie jako pasażer, przyczepa wydaje się dobrym rozwiązaniem. Na ile bezpiecznym? Mam wątpliwości, bo przez nią motocykl staje się mniej stabilny.
RPA to idealny kraj do zwiedzania na motocyklu – proste drogi, duże przestrzenie. Z jednej strony nie chciałabym narażać własnego dziecka na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. No ale z drugiej strony, kilkulatki biorą udział w zawodach kladowych i żużlowych – taki małolat już chyba musi być nieźle oswojony z motocyklem?
Jak i gdzie te dzieci uczą się jeździć?
Tak wiec chyba przykładem z pierwszej edycji Big Brothera zapytam… Czupryn a jak myślisz? Czy Ty, jako motocyklista masz jakieś zdanie na temat przewożenia dzieciaków motorem?
No i Wy – moi pozostali „czytacze”?

Reklamy

20 thoughts on “Dzieciak na motorze

  1. Ja nigdy w życiu i mążnie wzięlibyśmy dzieci na motor . Mimo pasji mamy swoje zasady. Nie oceniam innych i każdy niech robi jak chce. Nie oszukujmy się motocykliści są bardziej narażeni na wypadki i często nie ze swojej winy. I dlatego pasją do jednośladów zaszczepimy jak podrosną 😉

  2. whoah this weblog is wonderful i really like studying your posts. Keep up the great paintings! You already know, lots of individuals are searching around for this information, you can help them greatly. kegedagdkkgd

  3. Moje pytanie lekko nawiąże do tematu. Jaka jest kultura jazdy w kraju Blondynki?
    Czy bardziej przypomina:
    a) wariant środkowo europejski gdzie co prawda czerwone światło jest respektowane, ludzie używają kierunkowskazów ale niestety nie ma co liczyć na wpuszczenie kogokolwiek z bocznej drogi na główną.
    b) wariant bliskowschodni(myślą o drogim mi Iranie) gdzie na drodze panuje istna wolna amerykanka a przed pieszym samochody się nie zatrzymają a starają się go ominąć. Gdzie czerwone światło jest respektowane tylko w centrum wielkich miast a nie dość, że kierowcy nie wpuszczają nikogo z bocznej to wręcz – kolokwialnie mówiąc – ryją się na chama.

    To jak tam z kulturą jazdy jest u Was?

    • Prawde powiedziawszy nie jest zle, w punktach newralgicznych obowiazuje jazda na suwak. Problem w tym, ze cale mnostwo „lokalsow” jezdzi tu bez ubezpieczenia (nie jest obowiazkowe) a czesto i z kupionym prawem jazdy, wiec kiepsko z umiejetnosciami. Co do czerwonego swiatla, generalnie sa respektowane (wbrew temu co sie nieraz slyszy o RPA), ale sa tez i wariaci.
      Na autostradach i wiekszych miastach jest europejsko, w townshipach juz gorzej, trzeba uwazac i to bardzo.

  4. Nie jeżdzę na motorze, więc nie mnie oceniać. Natomiast w mojej wsi hitem ubiegłego lata były przyczepki dla malutkich dzieci do roweru (lekka rama pokryta tkaniną, w środku szelki, ale nie wszyscy przypinają dzieci) i też się zastanawiałam, czy to bezpieczny sposób przewożenia dwulatków. Foteliki samochodowe też często tylko są, a dzieci brykają z tyłu samochodu nieprzypięte. Sama wzbudzałam mieszane uczucia, bo zabrałam mojemu dziecku wózek, gdy miała 2 lata i na spacery po wsi chodziła „za rączkę”, podczas, gdy większość rodziców wozi dzieci w wózku do 4 roku życia. Myślę sobie, że nie można się dać zwariować i nie należy popadać w obsesję. Zawsze, gdy myślę o bezpieczeństwie dzieci, przypominam sobie książkę „Świat według Garpa” 😉

    • Widzialam takie przyczepki w Austrii, fajne to. Tyle, ze w RPA by zupelnie nie zdalo sprawy (chyba, ze w Cape Town), bo tu nie ma sciezek rowerowych. Mlody ma fotelik na moim rowerze, ale staram sie jezdzic poboczem albo trawnikiem, nawet na krotkim odcinku.
      W samochodzie zawsze jest przypiety, umie ie juz wypiac, ale uczulilam go na, to, ze nie wolno bo jest niebezpiecznie. Moim zdaniem nie warto ryzykowac, fotelik w samochodzie to dobra sprawa.
      Mlody odmowil jazdy w wozku jak mial ok. 3 lata 😉

  5. Gościu na ścigaczu to jakiś napaleniec-idiota. Z drugiej strony, moja rodzicielka jako kilkuletnia dziewczynka przejeździła z ojcem pół Polski. Na baku. Również w zimie.

    Myślę, że 3-4 lata to trochę za mało na pasażera, dziecko może się zwyczajnie nie utrzymać, wierci się, czasem niecierpliwi. Według mnie 7 lat to próg (w ustawie jest zapisane, że poniżej 7 lat nie można jechać szybciej niż 40 km/h. Tak jak zauważyłaś, ograniczeń wiekowych jako takich nie ma). Warto być przy tym świadomym, że są 3 latki, które jeżdżą samodzielnie i 8 latki, które trenują sportową jazdę na torach.To jednak trochę inna bajka.

    Sam unikam jazdy z jakimkolwiek pasażerem, zwyczajnie nie lubię. Wożę czasem dziewczynki, ale zdecydowanie starsze 😉

    PS: Miałem jeździć po RPA na początku lutego. Niestety, nie wyszło.

    • W RPA nie ma takiego zapisu dotyczacego predkosci, wozic mozna nawet male dzieci pod warunkiem, ze maja na glowi kask a ich stopy spoczywaja na pezystosowanych do tego celu „pegach” (tak, jak pisalam, nie musza nalezec do konstrukcji motycykla). Wydaje mi sie, ze dziecko powinno byc na tyle duze, zeby sie sprawnie komunikowac, np. stukniecie w odpowiedni sposob moze oznaczac „zatrzymaj sie”. No i kwestia zasniecia – male dzieciaki szybko zasypiaja, a to moze byc niebezpieczne. Mysle, ze na krotsze przejazdzki bocznymi drogami 4-5 letnie dziecko mozna zabrac, ale z dluzszymi lepiej poczekac az podrosnie. A co myslisz o przyczepie? Co do RPA – sprobuj jeszcze raz, warto!

        • Przyczepka to nie sposob na obnizenie wydatkow, pewne rzeczy kupuje sie „pomimo” ich ceny…
          Zreszta w naszym przypadku inwestycja jet konieczna… Albo w motor (jestem niewielka osobka i jest z tym problem) albo w przyczepe…
          Niemowlak chyba jest za lekki na przyczepe? Chyba, ze z balastem?
          My myslimy o przyczepie wlasnie jako sposob na fajne wakacje 😉

          • Mi bardziej chodziło o to, że niewygodnie się z tym jeździ i to raczej rozwiązanie tylko na klasyki 😉

            Waga nie ma nic do rzeczy, przecież to nie wyścig, nie musi się wychylać w zakrętach. Bardziej martwiłbym się o bezpieczeństwo, na zasadzie „co by było, gdyby…”.

            Ile masz wzrostu?

          • @Czupryn – no fakt, przyczepe da sie zamontowac tylko do niektorych motocykli, my (a raczej moj maz) mamy Harley’a i Buel’a. Jak dla mnie zaden z nich nie wchodzi w gre do jazdy bo nie bardzo siegam stopami do ziemi (mam 1.60)
            Wiem, ze nie musze sieganac obiema stopami do ziemi, ale ograniczyloby to ryzyko przewrocenia motoru. Obydwa sa tez dla mnie za ciezkie.
            Jezdzilismy ostatnio po Cape Town motocyklem z przyczepa i bylo fajnie, mlodemu tez sie podoba ten pomysl.

  6. hmmm ja na Bałkanach też widziałam ludzi jeżdżących w kilka osób na najdziwniejszych pojazdach. Ale oni poruszali się wolniej niż motocyklista z filmiku.
    Do tego rowerowy kask dziewczynki mnie rozwalił na łopatki. Z całym szacunkiem podczas wypadku w niczym by jej nie pomógł. Ale z drugiej strony dobrze, że miała cokolwiek, co stanowiło jakąś formę ochrony, choćby minimalnej.
    Z drugiej strony gromy też często spadają na ludzi, którzy chodzą po górach z małymi dziećmi (nawet jeśli podopieczni są noszeni w nosidełkach), no bo góry to nie miejsce dla dziecka. I o ile na Orlej Perci byłabym w stanie pewne obawy zrozumieć, to już w niższych partiach Tatr oraz niższych górach już niekoniecznie. Ale chyba te zarzuty płyną ze strony tych, którzy po górach nie chodzą. Podobnie może być właśnie z przewożeniem dzieciaków na motocyklach.

    • No i o to mi wlasnie chodzi – dla wielu osob nie do pomyslenia jest, ze dzieci robia z rodzicami pewne rzeczy, chodzenie po gorach, jazda na motocyklu. Ale przeciez jesli zapewnimy takiemu dziecku bezpieczenstwo, to w czym problem? Kask rowerowy na pewno nie jest odpowiednia forma zabezpieczenia dziecka.

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s