Jazda na linie – czyli przygoda z tyrolką

Kiedyś wspominałam, ze RPA to idealny kraj jeśli chodzi o próbowanie sportów bardziej lub mniej ekstremalnych.
Zacznę od jazdy na linie – a to z okazji nie tak dawnej wycieczki w rejon gór Ceres, w których znajduje się jedna z trzech najciekawszych tras (następna jest w Tsitsikama na Trasie Ogrodów, a jeszcze jedna w Magaliesberg niedaleko Johannesburga).
Ceres, Paarl, Tulbah to niewielkie miejscowości położone na północ od Cape Town na zboczach gór na trasie „62” – jednej z najbardziej scenicznych tras RPA. Jest to stary, dobrze utrzymany glownie afrykanerski region, mnóstwo tu klimatycznych, kolonialnych budynkow, kapliczek otoczonych winnicami, przyjemnych restauracji. Na zboczach rozciągają się winnice i sady, a góry kusza cienistymi szlakami.
Trasa „62” jest długa, poświecę jej więc kilka notek.

Przeglądając prospekty natrafiłam na ulotkę Ceres Zipline Adventure.
Zipline (funkcjonuje tez nazwa canopy tour) to dość ciekawa dyscyplina, w której przypinamy się do liny i z szybkością na jaka pozwalają parametry liny oraz nasze własne poczucie bezpieczeństwa zasuwamy nad przepaścią.
W mniej ekstremalnej wersji suniemy po linie rozpostartej pomiędzy drzewami. Nie bardzo wiem dlaczego w języku polskim zipline określana jest jako tyrolka, bo mnie tyrolka jednoznacznie kojarzy się z jodlowaniem 🙂
Do Ceres jedziemy piękną przełęczą Bainskloof, którą bardzo polecam – to napradę piękny odcinek trasy. Docieramy na miejsce i już wkrótce zakładamy uprzęże i kaski. Ponieważ jest to kompletny sponton, na nogach mam swoje sandały platformy… Busikiem docieramy do parkingu w górach, dalej już piechota…
Na szczęście niedaleko i nie aż tak bardzo w gore, bo moja platformy chyba odmówiłyby współpracy na dłuższą metę.
Docieramy do platformy z pierwszą liną. W sumie jest ich osiem, o całkowitej długości 1.4 km – pierwszy przejeżdża jeden z naszych przewodników, aby później każdemu z nas pomoc w bezpiecznym „wylądowaniu” po drogiej stronie liny.
Jest nas chyba z ośmioro, na linie może być tylko jedna osoba – ale mimo, że trzeba czekać na swoją kolejkę, w pięknych górach czas się nie dłuży.
Żałujemy nawet, że nie zatrzymajiśmy się w okolicy dłużej, następnego dnia jedziemy dalej. Cała wycieczka trwa niecałe dwie godziny, sunac nad przepaścią na linie czuję się jak kobieta kot z Batmana, choć sceneria nie ta.
Swoją drogą, czy jest jakieś miejsce gdzie można „potyrolić” pomiędzy wysokimi budynkami? Muszę sprawdzić, bo spodobal mi się ten sport 🙂
Poniżej kilka zdjęć – kliknij, aby powiększyć.

Reklamy

3 thoughts on “Jazda na linie – czyli przygoda z tyrolką

  1. Pingback: Wielka Piątka w Prowincji Zachodniej | Blondynka w Krainie Tęczy

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s