Park Pilansberg

Pilansberg to następny po Parku Krugera park narodowy w RPA gdzie mamy szanse zobaczyć Wielką Piątkę.
Położony dwie godziny drogi od Johannesburga w północno zachodniej częsci RPA,  jest bardzo popularnym miejscem na długi weekend.
My dotarliśmy tutaj w piątek wieczorem, uciekając przed Johannesburskim deszczem – w tej części RPA zazwyczaj swieci słońce. Tuż przy wjeździe do parku leży słynne Sun City (Miasto Słońca), kompleks turystyczno-rozrywkowy, który też warto zobaczyć – zwłaszcza, jeśli mamy dzieci które znajdą tu tony rozrywek. Pilansberg wita nas niebem tylko odrobinę mniej zachmurzonym niż Johannesburg. Tutaj też padało, krzewy wybuchają zielenią – trudno będzie pośród tej pięknej, bujnej zieleni wypatrzeć zwierzaki.
Pilansberg ze względu na swą bliskość Sun City jest bardzo popularny, ma to przełożenie na standard ośrodków i ceny. Dwa tańsze obozowiska to Bakgatla i Manyane, gdzie oprócz domków jest pole namiotowe oraz kilkanaście postawionych na stałe namiotów safari. Koszt takiego namiotu (dwójka ze wspólnymi łazienkami na zewnątrz) to 740 randów (200 zl) za nocleg, wiec za taki standard to nie tanio.
Rano dalej jest pochmurno, a prognozy uparcie twierdzą, że będzie padać.
Przekraczamy granice parku i wypatrujemy zwierzaków. Pilansberg jest bardziej urozmaicony pod wzlędem ukształtowania terenu niż Park Krugera, dużo tu wzgórz, dolin i strumyków, które teraz zamieniły się w rwące potoki.
Tuż za bramą wypatrujemy stado zebr, impali i wildebeast (zwierze trochę podobne do łosia z rogami jak od krowy…). Później jeszcze więcej antylop i zebr, kudu i inne jeleniowate.

Po ok. godzinie jazdy dostrzegamy pierwszego przedstawiciela Wielkiej Piątki, słonia. Jest niezbyt daleko i doskonale się prezentuje. Ale zaczyna wachlować uszami i się oddalać.
Jedziemy dalej – dookoła impale i inne antylopy, od czasu do czasu wiecej zebr. Ani śladu wielkich kotów, chowają się gdzieś w gęstej trawie. Nieco później na drodze pojawia sie stado żyraf, stoją sobie spokojnie i nie mają ochoty schodzic z drogi. Podjeżdżamy powoli, żyrafy w końcu schodzą z drogi. W niedalekiej sadzawce dostrzegamy jeszcze kilka hipopotamów.
Poźniej przez prawie dwie godziny jeździmy dookoła i nie widzimy prawie nic. Ale późnym już popołudniem, gdy kierujemy się w kierunku naszego ośrodka, zauważamy grupę samochodów. Stoją w miejscu, a ludzie patrzą w kierunku kępy krzaków. Takie zbiorowisko zazwyczaj oznacza grubego zwierza.
I rzeczywiście, w krzakach spomiędzy liści wyłania się głowa lwicy. Obok leży jeszcze jedna, ale znudzona nawet nie podnosi głowy. Najedzone lwy są bardzo leniwe, kładą się tam gdzie im wygodnie, często przy drodze, i nie zwracają na nic uwagi. Te nawet nie podnoszą za bardzo głów, zza krzaków widać jedynie sterczące uszy.


Przez chwilę obserwujemy lwice, ale jeden samochód blokuje widok, niepomny zasad panujących w parkach (które mówią, że innym też trzeba dać szanse obejrzenia zwierzaka).
Po chwili odjeżdżamy, aby za kilka minut dostrzec trzeciego przedstawiciela Wielkiej Piątki, nosorożca białego (który w zasadzie jest bardziej szary niż biały).
Pomimo wysokich traw i bujnej zieleni udało nam się zobaczyć trójkę z pośród Wielkiej Piątki. To był jednak dobry dzień. Przed samym wyjeździe w jeziorze oglądamy jeszcze następną grupę hipopotamów i zadowoleni wracamy do naszego obozu.

Kliknij aby obejrzec wszystkie zdjecia

Advertisements

7 thoughts on “Park Pilansberg

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s