Nie mój dług, nie mój problem? Ale czy na pewno?

Dość często oglądam program Carte Blanche. To coś w rodzaju reakcji telewizji na jawne przypadki zaniedbań, na największe problemy społeczne, na niesprawiedliwe prawo.
I ostatnio obejrzałam program „Nie mój dług, nie mój problem”  bliski mojemu sercu z polskich newsów – traktujący o zakupie mieszkania zadłużonego.
Okazuje się, że w RPA mimo to problem zgoła żywy, bo powiedziałabym powiększający się na miarę deficytów urzędów miejskich.
A to dlatego, że nieudolne urzędy miejskie wpadły na „genialny” pomysł ściągania zadłużeń (nawet historycznych) z kogo się da i jak się da, a już wyjątkowo upodobali sobie nowych właścicieli (choć z własnego przypadku wiem, że zdarzają się próby w drugą stronę).
Pomaga im w tym głupawe prawo, które twierdzi, że aby otrzymać zaświadczenie o niezaleganiu z długami, należy spłacić zaległości do dwóch lat wstecz. Urzędy miejskie twierdzą, że nie mają możliwości prześledzenia całej historii należności – może się wiec zdarzyć, że poprzedni właściciel zapłaci należności, otrzyma certyfikat, a później ni stąd ni zowąd urząd się obudzi i stwierdzi, że faktura sprzed trzech lat nie została zapłacona.
No i oczywiście ponieważ najłatwiej jest ścigać nowego właściciela (np. pod groźbą odłączenia prądu), to właśnie nowy właściciel jest ścigany. Nieudolność urzędu i niezdolność wydania właściwego zaświadczenia, dla urzędów nie jest wytłumaczeniem.

Ciekawa była argumentacja przedstawicielki jednego z urzędów, która na zarzuty o zasadności i poprawności takiego postępowania stwierdziła, że zadaniem urzędu nie jest bycie fair, tylko… skuteczność.
Niestety – zasadność rozwiązania stosowanego przez urzędy miejskie została sądownie potwierdzona przez Sąd Apelacyjny (szczegóły tutaj). Oznacza to, że mieszkanie czy dom może zostać zlicytowane za długi poprzednika, mimo, że należy już do innego właściciela. Co więcej – zdarzają się przypadki nadużyć, gdzie urzędy, wiedząc że audyt to długi i kosztowny proces, tworzą fikcyjne historyczne zobowiązania.
No cóż w takiej sytuacji jedyne co można zrobić, to opatrzyć umowę sprzedaży odpowiednią klauzulą nakładającą na sprzedającego zobowiązanie, że jakiekolwiek należności z przeszłości zostaną przez niego uregulowane.
Całe szczęście, że restauracje w RPA nie hołdują tej samej zasadzie, bo strach by było usiąść przy stoliku…

Reklamy

3 thoughts on “Nie mój dług, nie mój problem? Ale czy na pewno?

  1. Have you ever considered creating an e-book or guest authoring on other sites?
    I have a blog centered on the same ideas you discuss and would love to have you share some stories/information. I know my audience
    would value your work. If you are even remotely interested, feel free to
    shoot me an e-mail.

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s