Milion myśli w mojej głowie… – rozważania o RPA

Niedawno Marcin, autor bloga Wspin Dookoła napisał świetny artykuł podsumowujący swój kilkutygodniowy pobyt w RPA pod tytułem „Milion myśli w mojej głowie”. Artykuł bardzo mi bliski, bo do bólu oddający moje własne przemyślenia.
Dlaczego więc piszę, skoro ktoś już opisał to co myślę?
Chyba dlatego, że podczas kilkuletniego pobytu w RPA, życia w tym kraju i codziennego kontaktu z tymi dobrymi i tymi złymi aspektami, moje przemyślenia się skrystalizowały. Nabrały długofalowości.
Z obserwacji zmieniły się w opinie. Obok pytań pojawiły się odpowiedzi. Gdybym pisała artykuł dziennikarski, błędem byłoby pisanie teraz czegokolwiek ponad ten wstęp. Bo to nie będzie obiektywna ocena sytuacj w RPA.
Ale ja nie jestem dziennikarką. Mój blog jest pełen subiektywnych przemyśleń, ktoś nawet kiedyś zarzucił mi dwubiegunowość  (pozdrawiam A i B ;-))
Odniosę się więc praktycznie do każdego z punktów (oprócz wspinania oraz piękna natury, bo te bezdyskusyjne są 😉 poruszonych w artykule Marcina.
A więc…

 „Będziemy pławić konie we krwi” – czyli afrykański fanatyzm i zaciętość
W Afryce na obecnym terytorium osiedlili się najpierw Burowie, potem nadciągnęły plemiona Bantu a następnie Anglicy.
Mieszanka zgoła wybuchowa, biorąc pod uwagę fanatyzm i religijność Burów, waleczność Bantu (głownie o Zulusów mi chodzi) oraz angielską oportunistyczność i tendencję do zgarniania śmietany gdzie się da.
Oczywiście nacji było więcej, bo osiedlili się tu i Indusi, i Portugalczycy i, i Żydzi i Arabowie, ale jednak najwięcej konfliktów zawsze było na tle bursko-angielsko-zuluskim.
O ile w końcu Burowie dogadali się z Anglikami tworząc apartheid, o tyle przygotowało to pole do dalszych konfliktów.
Pamiętam rozmowę w pracy. Rozmawialiśmy właśnie o tym, dlaczego w RPA jest tyle okrucieństwa a w innych ubogich krajach to zjawisko nie jest tak nasilone. I po dłuższej dyskusji doszliśmy do wniosku, że problem nie leży jedynie w biedzie, lecz w mentalności a także religii.
Oczywiście – jak zauważył Marcin podczas rozmowy ze swoim rozmówcą Peterem, fakt, że rodzice pochwalają drobne kradzieże swoich dzieci oznacza, że moralnie te dzieciaki są skrzywione od samego początku. Ale to nie jest jedyną przyczyną – od drobnych kradzieży do rozbojów z bronią w reku jeszcze długa droga.
Lonmin+strikeZulusi to waleczne plemię. Pamiętacie historię z Zulusem Szaką? Nie znał strachu, nie miał oporów. Dopóki mu całkiem nie odbiło był wspaniałym wodzem. Zulusi są niezwykle ekspansywnym narodem. Od wieków przemieszczali tereny i zdobywali bydło mniejszych, lokalnych plemion.
Po dobroci tego nie robili, musieli walczyć.
Weźmy Indusów dla odmiany. Zupełnie inne podejście do stanu posiadania. Wierzą w Karmę. Akceptują swój los.
Efekt? Mimo biedy Indie czy Nepal to bardzo bezpieczne kraje. W nocy spacerowałam z koleżanką po Madrasie. Chciałyśmy iść na plażę o północy (o błoga niewiedzy – plaża w Madrasie to wielkie slumsy jak się dowiedziałyśmy). Uczynny człowiek powiedział nam przy tej plaży, żebyśmy nie szły dalej, bo może być dla nas niebezpiecznie.
Jedynie plemiona arabskie porównałabym swoją ekspansywnością do ekspansywności Zulusów. Jest to widoczne w obecnych aktach terrorystycznych.
No cóż – poapartheidowe rozczarowanie z niepohamowaną odwagą oraz niskim morale? No i efekt jest taki, jaki jest…
Ludzie (bez względu na kolor) mieszkają za murami i kratami… Inaczej nie bardzo się da.

Nienawiść pomiędzy białymi i czarnymi
Wydaje mi się, że Peter w rozmowie z Marcinem był bardzo stonowanym człowiekiem. Albo nie chciał ujawniać swoich prawdziwych myśli. Bo tej nienawiści i uprzedzeń jest bardzo dużo. W obie strony.
Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum i przejrzeć komentarze pod dowolnym drażliwym tematem. Rasizm w RPA jest żywy, jak za czasów apartheidu. Ludzi nie oddziela żadna fizyczna bariera, ale mentalnie są po innych stronach barykady.
I nie chodzi tu tylko o pozostałości tego co było, ale o przepaść mentalną pomiędzy warstwami społecznymi – tą biedną, reprezentowaną głównie przez czarnych, i tą bogatą – pośród której czarni są dalej pod wpływem swoich kultur i plemiennych starszyzn. A że są – świadczą o tym praktyki takie jak muti (zaklęcia i czary) które nie jest jedynie domeną ubogich warstw społeczeństwa.
Obawiam się, że gdyby do władzy doszedł nowoczesny charyzmatyczny lider – zwolennik apartheidu w nieco innym, mniej krzywdzącym wydaniu to apartheid rozpoczął by się od nowa.

Nagłaśnianie morderstw czarnych ludzi w mediach
Drugi z rozmówców Marcina był zirytowany, że media poświęciły tyle czasu zamordowanemu w wyniku porwania czarnoskóremu dziecku, podczas gdy rany postrzałowe jego znajomego nie doczekały się wzmianki.
Ja przeciwnie. I nie dlatego, że pomijam znaczenie tego drugiego, czy jakąkolwiek tragedię białego człowieka zamordowanego w RPA. Ala zdaję sobie też sprawę, że aby w RPA coś się w kwestii bezpieczeństwa polepszyło, to właśnie czarne społeczeństwo musi stanąć murem i powiedzieć bandziorom stanowcze nie.
I jedyną metodą która może sprawić, że obojętność zamieni się w działanie, jest wzbudzenie współczucia w stosunku do ofiar. Czarnych ofiar, niestety. Jak wcześniej napisałam – podziały są tu wieczne żywe, apartheid jest w głowach.
Czarna publika najprawdopodobniej zignoruje doniesienie o kolejnym morderstwie farmera. Oni byli przez nich uciśnieni. Oni im nie będą współczuć.
Morderstwo czy pobicie białego dziecka też nie wzbudzi takiego wzburzenia, jak w przypadku czarnego dziecka.
Kilka lat temu głośny był przypadek dotkliwie pobitej podczas rabunku rocznej dziewczynki, Marzaan Kruger.
Jej niania, która wpuściła do domu napastników (jeden z nich był jej chłopakiem) uważała, że… nie zrobiła nic złego i zaskarżyła decyzję o wyrzuceniu jej z pracy. Gdzie było współczuie kobiety która na codzień zajmowała się tym dzieckiem do swojej maleńkiej podopieczniej czy jej rodziny? Nie było go… Na szczęście komisja CCMA nie podzieliła jej zdania i podtrzymała decyzję rodziców co do zwolnienia nie całkiem super niani…

Inne geny…
Podejście Jana (drugiego rozmówcy Marcina) jest bardzo typowe dla większości ludzi w RPA, wielu się nawet z tym nie kryje. Przykład z dwiema cywilizacjami jest tu bardzo typowy – wykorzystany zresztą w filmie Dystrykt 9.
I patrząc na to co się dzieje, czytając doniesienia o gwałtach na niemowlakach, morderstwach muti, wierzeniach w gusła i czary, czytając o ślubie 62 latki z 9 latkiem trudno się temu dziwić.
Ja bym nie winiła genów. Raczej poziom edukacji, który jak wiadomo wpływa na poziom świadomości.
RPA ma bardzo kiepski system edukacyjny – dostęp dla mas istnieje jedynie na papierze, bo w rzeczywistości szkoły, zwłaszcza dobre są płatne. I koszują krocie, bo są prywatne.
Dobre szkoły państwowe istnieją jedynie w bogatych dzielnicach. I nawet przy próbach rządu aby ulokować w nich dzieci z biedniejszych dzielnic, nie zmienia to sytuacji – bo jest ich zbyt mało… Poziom edukacji w RPA jest tak niski, że ludzie (przykładem niana która zajmowała się moim synkiem) nie potrafią wykonywać prostych działań matematycznych (typu odejmowanie – niania notowała, że mały wypił mleka „od 200 do 50” zamiast napisać, że wypił 50 ml), nie znają zasad higieny (znów przykładem nasza wcale niezła w innych dziedzinach niania, która w celu sporządzenia formuły dla dziecka do wrzątku dolewała wody z kranu…
Społeczeństwo w RPA jest mieszaniną ludzi o poziomie na jakim społeczeństwa europejskie były kilkaset lat temu z ludźmi o poziomie bardzo wysokim.
Tyle, ze oni się z sobą nie mieszają. Jako całość – mam wrażenie, że RPA jako społeczeństwo nauczyło się biegać zanim nauczyło się chodzić. I ponosi tego konsekwencje.

Idzie ku dobremu?
RPA się zmienia – ale co do tego jak się zmienia, zdania są podzielone. Ja rozmawiałam na ten temat z wieloma ludźmi, białymi, czarnymi, kolorowymi.
Wielu białych uważa, że RPA zmienia się na gorzej. I to nie dlatego, że za apartheidu było dobrze, czy nawet lepiej.
Uważają oni, że czarny rząd zmarnował swoją szansę i w ciągu ostatnich lat zniszczył to, co przez lata budował Mandela. A patrząc na to, co dzieje się w rządzie Zumy trudno nie dopatrzeć się sensu w takim myśleniu.
Inni (i tych jest przewaga) uważają, że RPA dopiero się uczy odpowiednio rządzić i planować. Budowanie demokratycznego kraju tęczy to długi i mozolny proces.
Tak, jak Peter, rozmówca Marcina uważają, że sytuacja się poprawia. A dlaczego powoli?
Bo ANC, rządząca ale także skorumpowana partia jest dalej postrzegana jako partia która wybawiła naród ze szponów apartheidu. Mają za to dług wdzięczności.
ANC nie ma praktycznie opozycji – bo czarni nie zagłosują na DA, partie Helen Zille. I ja się im wcale nie dziwie.
DA zbyt bardzo kojarzy się z tym co minęło, zby dla czarnej części RPA być alternatywą.
Helen Zille to zapewne dobry polityk, ale strasznie kiepski PR’owiec, żeby nie powiedzieć troglodyta w tej dziedzinie.
Jej zachowanie bardzo zniechęca mnie – wiec myślę,  że czarni będą mieli jeszcze wyraźniejsze odczucia.
I może pani Zille czuje się Afrykanką, ale podrygująca na scenie w takt afrykańskiej muzyki biała madam raczej nie sprzeda swojego programu czarnym w ten sposób. Póki co jedyną białą osobą której przystoją afrykańskie tańce jest Johnny Clegg

Zille zbyt kurczowo trzyma władzę – aby zacząć się liczyć wśród czarnego elektoratu powinna nie tylko pozyskać ludzki kapitał w postaci wykształconych czarnych ludzi w swoich kadrach, ale także pozwolić im się wykazać.
A z tym Zille ma najwyraźniej problem – bo trochę histerycznie reaguje na konflikty (które na pewno będą nieuniknione) w swoich szeregach – po prostu wymieniając swoje pionki, tak jak to miało miejsce z Lindiwe Mazibuko, którą „wysłała” do Harvardu 😉

Przeczytaj także:

Advertisements

5 thoughts on “Milion myśli w mojej głowie… – rozważania o RPA

  1. Pingback: Spalić wszy na słońcu – ksenofobia w RPA | Blondynka w Krainie Tęczy

  2. Dzięki za dobre słowo Blondynko 😉 a do RPA mam zamiar jeszcze wrócić, bo urzekł mnie ten kraj! Jasne, nie jest to najbezpieczniejsze miejsce na Ziemi, ale nie dziwię się tym, którzy z własnego wyboru tam zamieszkali. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w prowadzeniu fajnego bloga! 🙂

  3. Zastanawiam się, dlaczego biali ludzie z europy z własnej nie przymuszonej woli wyprowadzają się do RPA. Samotnych jeszcze rozumiem, w opcji na kilka lat. Nie rozumiem jak można chcieć np. wychowywać dziecko w kraju w którym na każdym kroku grozi mu nie bezpieczeństwo. Dziecko, które nie wyjdzie pojeździć z innymi dziećmi po okolicy na rowerze, dziecko które może skrzywdzić opiekunka, dziecko, które jako nastolatek nie wyjdzie beztrosko ze znajomymi do kina, a potem spacer po mieście. To dziecko nie będzie miało ”normalnego” życia. I w imię czego? Żeby rodzice mieli duży piękny dom? Wypasiony samochód? Drogie ciuchy? Kosztem bezpieczeństwa własnego dziecka, bo przecież któregoś dnia może stać się coś na prawdę złego. Naprawdę warto?

    • Aleks – domyslam sie, ze piszesz o ekspatach. Wiekszosc z nich mieszka na zamknietych osiedlach. W ramach takiego kompleksu jest silownia, kilka basenow, restauracja, park, „clubhouse” (czyli cos w rodzaju duzej swietlicy w ktorej mozna organizowac imprezy dla wiekszej liczby osob jesli nie chcesz w domu) etc. tuz za nim cenum handlowe do ktorego mozna isc nawet piechota. W wiekszosci przypadkow zycie dzieciakow i ich czesto niepracujacych mam (a czasem tatusiow) toczy sie w ramach takiego osiedla. Takie konrakty trwaja 2-3 lata i czesto sa bardzo oplacalne. Niestety, takie zycie nie kazdego dotyczy. Ale generalnie do RPA do pracy przyjezdzaja single albo ludzi dosc wysoko postawieni jesli chodzi o kariere – innym stosunek zysku do ryzyka wychodzi na niekorzysc i sie po prostu nie oplaca.
      Ale sa jeszcze tacy ludzie, jak np ja, ktorych dzieci urodzily sie w RPA – to jest ich kraj ojczysty, innego nie znaja. I to nie jest tak, ze niebezpieczenstwo grozi na kazdym kroku – jesli podejmiesz odpowiednie kroki, mozna to ryzyko miec pod kontrola. Wiadomo, nigdy nie w 100%.
      Mnie na szczescie nic zlego w RPA nie spotkalo. Ze znajomymi roznie, ale generalnie obylo sie na stratach finansowych, nikt nie zostal pobity, czy postrzelony. Wiec nie jest tak, ze na kazdym kropu cos czyha. Na rowerze mozna jezdzic – ale nie po kazdej dzielnicy. Tu gdzie mieszkam mnostwo ludzi jezdzi na rowerze, tylez,ze z powodu braku sciezek bywa to uciazliwe. Ale np nie wybralabym sie rowerem do pracy, bo jadac do pracy przejezdzam przez troche nieciekawa okolice. Jak jestes tutaj, to uczysz sie bezszkodowo zyc. Nie mam zamiaru nikogo przekonywac jak tu jest super (bo nie jest) ale na pewno nie jest tak zle jak to maluja media.

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s