O polowaniach słów kilka…

Dziś notka nieco kontrowersyjna – będzie o polowaniach. Polowanie to w RPA bardzo popularne zajęcie – nie nazwałabym go nawet hobby. RPA to kraj, w którym bardzo wiele osób posiada broń, głównie myśliwską.
Na pewno nie tak wiele jak w USA, ale biorąc pod uwagę przepisy, pozwolenie na nią jest najłatwiejsze w uzyskaniu, z czego skwapliwie korzystają ci, którzy broń chcą posiadać.

Dla wielu ludzi, głównie Afrykanerów polowanie to sposób na życie.
Uwielbiają steki, biltong i nie widzą nic nienaturalnego w zabiciu zwierzęcia aby je zjeść. Polują od dziecka – w katalogach farm często można zobaczyć zdjęcia zarówno chłopców jak i dziewczynek ze swoimi trofeami.
Ostatni weekend spędziliśmy właśnie w taki typowy dla białej afrykańskiej rodziny sposób. To znaczy – polował Duży Bolek, a ja i Mały Bolek relaksowaliśmy się przy basenie oraz urządzając spacery wokół farmy.
Ja sama mam co do kwestii polowań mieszane odczucia. Bo z jednej strony nie jestem wegetarianką, a z drugiej strony kocham zwierzęta. Żywe.
Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do podjęcia tego zajęcia jako hobby, nawet jeśli ktoś ma zamiar polować w najbardziej etyczny z możliwych sposób.
Bo tak poluje Duży – tylko na to, co mamy zamiar później konsumować. I nie są to żadne rzadkie zwierzęta – są to zwyczajne antylopy których mięso można kupić w wielu sklepach. Upolowanie zwierzaka po prostu bardziej się opłaca niż kupno mięsa w sklepie.
IMG_0937

A ponieważ zdaję sobie sprawę, że mięso nie rośnie na sklepowych półkach, postanowiłam wyzbyć się śladów hipokryzji i przyjąć do wiadomości, że zwierza, zanim trafi on na sklepową półkę w postaci steku czy biltongu, trzeba najpierw pozbawić życia w sposób możliwie najbardziej humanitarny i nie sprawiający bólu.
A strzał dobrego strzelca jest prawdopodobnie bardziej humanitarny i mniej stresujący niż ogłuszanie zwierząt przed ubojem na typowej farmie hodowlanej. Ale ja sama nie byłabym jednak oddać tego strzału, chyba, że w sytuacji zagrożenia. Głodem? Atakiem?
To, co mnie najbardziej chyba powstrzymuje to myśl, że po prostu źle trafię i zwierzak będzie cierpiał.

Farmy ze zwierzyną łowną to w RPA praktycznie instytucja.
Jest ich mnóstwo – im dalej od Johannesburga innych dużych miast tym tańsza zwierzyna – no bo trzeba zadać sobie trud, aby tam dotrzeć.
My wybraliśmy farmę niedaleko Cullinan – niecałe dwie godziny od Johannesburga. Zwykle mają powierzchnię kilku czy kilkunastu tysięcy hektarów, na tyle duże, aby zwierzęta żyły swobodnie, ale też na tyle małe aby można było zlokalizować zwierzęta. Zdarzają się też większe farmy, ale te to często farmy konserwacyjne i prywatne parki natury.
Każda farma posiada listę (cennik) zwierząt na które można polować – generalnie sezon polowań to okres od kwietnia do września, ale są też farmy całoroczne. Jest to okres pory suchej – od jesieni do wiosny. Wtedy roślinność jest wyschnięta i można dostrzec zwierzęta.
W porze deszczu w bujnej zieleni trudno znaleźć zwierzę – nawet w przypadku celnego strzału może jeszcze biec kilkadziesiąt metrów i zniknąć zaroślach.
W takim przypadku polujący płaci całą kwotę za zwierzę – nawet, jeśli nie zostanie ono odnalezione, tak samo zresztą dzieje się w przypadku niecelnego strzału albo zranienia zwierzęcia – ma to na celu „odstraszenie” kiepskich strzelców.
Generalną zasadą jest też zdolność do powalenia zwierza jednym strzałem. Wprawdzie sprawdzić to trudno, ale, wieści o kiepskich strzelcach rozchodzą się pomiędzy farmami i jeśli ktoś nie potrafi strzelać, to może mieć trudności ze znalezieniem farmy która pozwoli mu polować na swoim terenie. Tak to niby działa w teorii…
W praktyce jednak bywa różnie – nie wszyscy farmerzy są na tyle etyczni, aby odmówić kiepskiemu strzelcowi.
No i wiele farm hoduje na swoim terenie egzotyczne koty – lwy, lamparty, gepardy – na które też pozwala polować.
To smutne – bo te zwierzęta często sprowadzane są na farmę i odurzane w celu łatwiejszego upolowania, czasem giną cierpiąc, bo zdarza się że kiepski strzelec nie jest w stanie zabić zwierzęta nawet kilkoma strzałami, nie mówiąc o jednym.
Nie tak dawno kłopoty z powodu zamiłowania do polowań na egzotyczne koty miała amerykańska prezenterka Melissa Bachman (na zdjęciu poniżej).

Także modelka Loreal straciła kontrakt z powodu podobnego zdjęcia na FB.
Taki rodzaj polowań, rozwijany głównie na potrzeby międzynarodowych turystów jest dla mnie zupełnie nie do zaakceptowania, tak samo jak hodowla lisów czy szynszyli na futra.
Często jednak farmerzy nie rozdzielają jednego od drugiego i na ich farmach można polować zarówno na „biltong” jak i na trofea. To dlatego, nie będąc wegetarianką i starając się nie być hipokrytką dalej mam mieszane uczucia co do polowań na farmach – bo w efekcie polując na farmach czasem nieświadomie wspiera się też tę drugą, naganną jak dla mnie gałąź przemysłu…
Po ustrzeleniu zwierza mięso należy oczywiście przetworzyć – większość oddaje to w ręce profesjonalistów, udzielając jedynie informacji, co chcą z niego uzyskać – steki, biltong, kiełbaski, gulasz… Mięso można też przetworzyć na bezpośrednio na farmie, zajmuje to od kilku godzin do kilku dni – w zależności od „mocy przerobowych” farmy.

Ostatnia refleksja to bezpieczeństwo na farmach.
Wedle wszelkich statystyk zawód farmera jest najbardziej ryzykownym zawodem w RPA.
Patrząc na doniesienia Genocide Watch i innych prawicowych portali, trudno się dziwić – na farmach zdarzają się najokrutniejsze morderstwa.
I choć wielu dopatruje się w tym fakcie dowodu na postępującą eksterminację białych w RPA, ja postanowiłam wziąć pod uwagę inny aspekt.
Farmy do której wjeżdżamy bronią dwie bramy. Pierwsza brama jest zamykana na kłódkę z kodem. Kod dostajemy przy wpłaceniu nie aż tak wysokiego depozytu. Druga brama zamykana „na patyk”. Nieco dalej dom właściciela. Bronią go dwa solidne, wytrenowane psy. Dom jest prawie cały czas otwarty, podobnie jak pomieszczenia gospodarcze. Nieco dalej domki wynajmowane gościom, bez krat w oknach, bez zabezpieczeń.
Na terenie farmy nie ma profesjonalnej ochrony. Na wielu innych, bardziej komercyjnych jest, ale to kosztowna sprawa.
Właściciel „naszej” farmy, twierdzi, że nie ufa ochronie… Kto wie – może ma rację? Wiele napadów to i tak napady „z wewnątrz” co jednak przeczy idei eksterminacji białych.
Zastanawiam się, ile osób posiada kod do tej kłódki. Ile niepowołanych osób może się „podzielić” tą informacją z przestępcami… I… nagle nie czuję się bezpiecznie na tej pięknej farmie pośród buszu i zwierząt. Bo choć z racji swej specyfiki farmy łowne będą mniej zagrożone niż hodowlane (bo dla przestępców zawsze jest ryzyko, że będą na nich przebywać myśliwi z odpowiednim „sprzętem”), to jednak ta kłódka i ten patyk w bramie nie napawają mnie poczuciem bezpieczeństwa…
Ta farma nie jest niczym wyjątkowym – na jedną z innych farm w których Duży polował, wjeżdżało się przez otwartą bramę. Tutaj przynajmniej jest kłódka.
Zderzam tę wiejską rzeczywistość z rzeczywistością Johannesburga czy Pretorii – z profesjonalnie chronionymi osiedlami, zabezpieczeniami… Nawet jeśli na takiej farmie jest alarm połączony z jednostką ochrony, to dojazd na nią zajmie przynajmniej godzinę. Nie dziwię się już, że statystyki morderstw na farmerach wyglądają, tak jak wyglądają… Dla przestępców takie farmy to praktycznie bankomaty…
Trudno winić farmerów – oni chcą żyć, tak, jak żyli wcześniej. Bez ochrony, ale bezpiecznie. Mają do tego prawo, zwłaszcza, że zatrudnienie profesjonalnej ochrony jest bardzo kosztowne i mogą sobie na nie pozwolić jedynie bardziej dochodowe farmy… Tak, właśnie te, w których można polować na lwy czy lamparty…
I smutne jest to, że farmer, który nie chce się poddać całej tej komercjalizacji nie może po prostu żyć normalnie, nie bojąc się o własne życie…

Reklamy

5 thoughts on “O polowaniach słów kilka…

  1. Ciekawy temat poruszyłaś. Dziękuję.
    Zabijanie dla sportu – tego nie mogą pojąć.
    Mój dziadek był myśliwym i wiele mówił o szacunku dla innego żywego stworzenia. O tym, że możliwość jedzenia mięsa, to nie przymus, czy prawo a przywilej. O tym, że nie ma potrzeby jeść je do każdego posiłku właśnie z powodu szacunku dla życia.
    Ktoś – tak ktoś nie coś dla niego – nie musi umierać bo masz zachciankę na plaster szynki do każdej kanapki. O prawie do lekkiej śmierci nie tylko dla ludzi i o nie zmarnowaniu nawet części takiego stworzenia, które poświęca się dla własnego apetytu.
    Może czas napisać o tym u siebie….

    Z tymi farmami to, tak sądzę, nie chodzi jednak o brak zabezpieczeń. Giną jednak biali, a agresorami są czarni. Bestialstwo tych mordów też wyklucza zwykły rabunek.

    • No wlasnie – tez mi sie wydaje, ze zyjac w takim swiecie jakim zyjemy niedoceniamy dobrodziejstw natury i po prostu wykorzystujemy ja do granic…
      Co do morderstw na farmach, nie wiem, czy czytalas Wypalanie Traw Jagilskiego – to chyba najlepsza ksiazka w jezyku polskim ktora choc co nieco dotyka tego problemu. Wsrod farmerow zawsze bylo dozo rasizmu, nawet teraz – wystarczy nieraz wejsc na jakies forum RPA i poczytac… Tak wiec zgadza sie, wiele morderstw na farmach nie jest podyktowane rabunkiem, gdyby bylo, nie byloby tylu ofiar i takiego bestialstwa. Wiele morderstw to zemsta, wyrownanie rachunkow (prawdziwych czy tez urojonych). No i podejscie rzadu (spiewanie „piesni” Kill the boer”) tez nie pietnuje tych morderstw wystarczajaco. Dodaj do tego niekompetencje policji i… jest jak jest…

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s