Kolory życia – historia Zephany

W lokalnym szpitalu zwyczajna młoda kobieta rodzi dziecko, dziewczynkę.
Cieszy się narodzinami maleństwa dwa dni.
Trzeciego dnia dziewczynka znika podczas gdy jej mama śpi, wyczerpana porodem i opieką nad maleństwem.
Zrozpaczona kobieta zgłasza zaginięcie dziecka, ale poszukiwania nie przynoszą efektów.
Matka nie daje za wygraną. Szuka dziecka na własną rekę. 

Do liceum chodzą dwie młode dziewczyny.
Jedna jest w klasie maturalnej, druga jest o kilka lat młodsza.
Czasem spotykają się na świetlicy czy korytarzu.
Zarówno dziewczyny, jak i ich szkolni koledzy i koleżanki dostrzegają pomiędzy nimi łudzące podobieństwo.
Dziewczyny zaprzyjaźniają się ze sobą, czują nietypową więź. Czy to tylko podobieństwo fizyczne?

To nie jest recenzja kryminału ani mydlanej opery, choć historia zapewne nadaje się na książkę czy film.
Samo życie napisało taki scenariusz.

Zephany z matką Celeste

Historia wydarzyła się w Cape Town. W kwietniu 1997 roku z oddziału porodówki szpitala Groote Schuur została porwana 3 dniowa dziewczynka, Zephany.
Mimo szybkiej akcji policji nie udaje się znaleźć sprawców porwania. W szpitalu nikt nic nie widział, nikt nie zwrócił uwagi na nic nietypowego, widziano jedynie kobietę rasy kolorowej niosącą małe dziecko. Nie wzbudziła żadnych podejrzeń i nikt jej nie zatrzymał.
Dziecko zapadło się jak kamień w wodę.
Matka, Celeste Nurse, po kilku latach rodzi następne dziecko, również dziewczynkę, Cassidy – później jeszcze dwójkę dzieci.
Ale w głębi serca dalej ma nadzieję, że Zephany kiedyś się odnajdzie. Co rok obchodzi jej urodziny, nie daje za wygraną.

Urodziny Zephany obchodzone przez rodzinę co roku…

Gdy Cassidy zaczyna klasę ósmą w nowej szkole, poznaje bardzo podobną do siebie dziewczynę z klasy maturalnej.
Zaskoczone swoim łudzącym podobieństwem dziewczyny zaprzyjaźniają się ze sobą.
Cassidy dzieli się informacjami o nowej przyjaciółce z rodzicami, którzy proponują zaproszenie nowej przyjaciółki do domu.
Odżywa w nich nadzieja.
Gdy widzą dziewczynę na własne oczy, nie mają już wątpliwości. Zawiadamiają policję.
Policja przeprowadza rozmowę z rodzicami dziewczyny – okazuje się, że nie posiadają oni żadnych dokumentów potwierdzających urodzenie dziecka ani aktu adopcji. Prokuratura decyduje o przeprowadzeniu badań genetycznych, które potwierdzają przypuszczenia Celeste i jej męża, Morne.
Nowa przyjaciółka Cassidy to ich własna, zaginiona przed laty córka.
Policja aresztuje kobietę uznawaną do tej pory za matkę Zephany, sprawa trafia do sądu.

Celeste (biologiczna matka Zephany) przed rozprawą sądową

Sprawa nie jest łatwa. Wina kobiety która porwała kilkudniowe dziecko jest bezsprzeczna.
Ale są też okoliczności łagodzące – dziewczynce nigdy nie stała się żadna krzywda, została wychowana w kochającym domu, nigdy niczego jej nie brakowało.
No i kocha swoich rodziców. Zephany jest pod opieką psychologa. Dobrze znosi obecną sytuację, ale kto wie, co czai się w zakamarkach umysłu młodej dziewczyny, która z dnia na dzień odkrywa, że żyła w świecie kłamstw?
Biologiczni rodzice zdają się jednak stawać na wysokości zadania – fakt, chcą odzyskać córkę, ale nie kosztem jej zdrowia psychicznego.
Wydali oświadczenie, że wybaczają porywaczce, wyrazili zgodzę na kontakty pomiędzy Zephany i jej dotychczasową rodziną. Choć biorąc pod uwagę, ze ich córka jest już prawie dorosła, chyba nie mieli innego wyjścia.
Porwanie jest jednak przestępstwem ściganym z urzędu, nic już nie wstrzyma sądowej machiny. Nawet to, że wszyscy dogadali się między sobą.
Co kierowało porywaczką? To akurat łatwe pytanie. Poroniła kilkakrotnie. Po prostu chciała mieć dziecko.
Po pobycie w szpitalu po kolejnym poronieniu wróciła do domu z nowo narodzoną dziewczynką – twierdzi, że nie była w stanie wrócić „z pustymi rękami”.

Levona Solomon oskarżona o porwanie Zehany cieszy się dobrą opinią w swojej społeczności. Rodzina i przyjaciele chronią ją przed publiką przed sądem.

Zapewne istnieje jakieś wyjaśnienie medyczne tego stanu, coś pomiędzy szokiem pourazowym a żałobą po stracie dziecka…
Nigdzie nie ma informacji w jakim stadium nastapiło poronienie – czy mąż porywaczki uwierzył, że to jego dziecko? Czy po prostu chciał wierzyć i nie wnikał?
Choć nie usprawiedliwiam tej kobiety, bardzo trudno jest ją też oceniać. To chyba jedna ze spraw gdzie nie wszystko jest białe albo czarne.
I choć porwanie dziecka to chyba jedno z najgorszych przestępstw przeciw rodzinie, to biorąc pod uwagę całą masę następstw, a zwłaszcza to, że Zephany po prostu za matkę uważa tę która ją porwała i wychowała, mam nadzieję , że tym razem, dla dobra wszystkich uwikłanych wyrok nie będzie zbyt surowy…

I mam nadzieję, że może kiedyś historia zaginionej Madeleine McCann będzie miała podobny finał…

Więcej o sprawie: http://ewn.co.za/2015/02/27/Snatched-CT-teens-case-postponed 

Zdjęcia: połączone ze źródłami

Advertisements

11 thoughts on “Kolory życia – historia Zephany

  1. „Kochającej rodzinie”… hm. Może i tak, ale zdrowa miłość to to nie jest i może zabrakło opieki psychologicznej na początku po tych poronieniach, żeby nie doszło do tragedii. Bo to przez wiele lat był/jest dramat dla biologicznej rodziny, a teraz dla szerszego kręgu osób.

    • Jasne, ze nie… Ale po prostu moglo byc duzo gorzej. Co wcale nie usprawiedliwia porywaczki. Ale pamietaj, ze glowna poszkodowana jest tu Zephany, wiec nalezaloby przyjac zasade, ze trzeba robic cokolwiek ale jej nie szkodzic. Troche jak w medycynie…

      • No właśnie ja nie do końca się zgadzam, że to Zephany jest główną poszkodowaną. Jej biologiczna matka od kilkunastu lat cierpi (a na początku to musiał być zupełny dramat), zaś porywaczka w pewnym sensie też od początku jest ofiarą. Nie chcę oceniać, kto jest bardziej czy mniej poszkodowany i w jakim stopniu cierpi.

        • Co do matki to fakt, ale dla Zephany konsekwencje tego porwania sa powazniejsze niz dla jej matki, bo dla matki sprawa faktycznie sie juz skonczyla. Co do porywaczki to nie zgadzam sie, ze jest ofiara. Nieszczesliwa kobieta byla przed porwaniem na pewno, ale nie ofiara.

  2. To jednocześnie smutna i pozytywna historia, smutna, bo dziewczyna nigdy nie wychowała się tam, gdzie powinna, ale szczęśliwa, bo porywaczka zajęła się nią jak swoim dzieckiem. Smutna, bo matka na pewno cierpiała okrutnie, ale szczęśliwa, bo dowiedziała się, że jej dziecko żyje…

  3. O rany, aż mi ciarki przeszły, jak to czytam. Ciężko oceniać, z jednej strony dramat, z drugiej faktycznie dziewczynka była wychowywana w kochającej rodzinie przez tyle lat. Nawet nie chcę myśleć jak trudna decyzja to będzie dla sądu!

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s