“Abonent czasowo niedostępny” – czyli 10 miejsc idealnych na cywilizacyjny detox

Chcielibyście czasem urwać się z nowoczesnej, komórkowo-mailowo-internetowej smyczy? Ja, choć lubię generalnie komputery, Internety i inne  nowoczesne media, czasami mam ochotę o nich się oderwać i czasowo znaleźć się poza zasięgiem. Zwłaszcza firmy i pracy – bo choć generalnie ją lubię, to czasami mam przesyt.

Jeśli macie tak samo jak ja, to w RPA takich miejsc jest całkiem sporo. Poniżej przedstawiam 10 propozycji  – nie zawsze odludnych (bo cieszą się wzrastającą popularnością), ale znajdujących się w internetowo-komórkowej „dziurze”. A często nawet i w energetycznej 😉

A więc do dzieła 😉

  1. Die Hell, Little Karoo

S33.3585222, E21.6897833

Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Tak, panele słoneczne, światło tylko wieczorem
4×4 potrzebne: Tak
Woda pitna: Tak

Piekło (Die Hell) to jedno z moich ulubionych miejsc na całkowity reset. Aby tam dojechać potrzebna będzie terenówka. Zwykły samochód o wysokim zawieszeniu może dać radę, ale nie polecam.
Aby dojechać do Die Hell, najpierw jedziemy przez z Oudtshoorn przez przełęcz Swartberg (sama w sobie przepiękna, opisywałam tutaj) w kierunku Prince Albert a potem zjeżdzamy w wąską drogę (oznaczoną) do Die Hell.
Kolejne 40 km jest dość trudne i powolne, ale gdy je pokonamy, dotrzemy do oazy zieleni nad rzeką Gamka.
Tam znajduje sie kemping z kilkoma wyposażonymi karawanami oraz kilka uroczych domków w starym, burskim stylu. Dwa z nich są wynajmowane turystom. W jednym z nich nie ma w ogóle elektryczności, drugi posiada, ale bedzie działać tylko światło, bo panele nie produkują wystarczającego natężenia do obsługi urządzeń domowych. Poza tym domki posiadają wszelkie wygody – ich koszt to ok 250 rand/ osobę. Nocleg na kempingu to koszt 200 rand/ miejsce (do 6 osób), a w karawanie 100 rand/osobę (w jednym karawanie może nocować 4 osoby).


W Die Hell jest ja sama nazwa wskazuje… upalnie. I przepięknie. Ze względu na wysokie temperatury nie polecam okresu od listopada do lutego… Gorąco jest naprawdę straszliwie. Byliśmy, sprawdziliśmy i… Ze względu na upał wróciliśmy do miasta 🙂

Kontakt: http://www.diehel.com

  1. Injisuthi Camp, Drakensberg

S29.1200000, E29.4424444

Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Tak, ale tylko wieczorem
4×4 potrzebne: Nie
Woda pitna: Tak

Obóz Injisuthi znajdziecie pomiędzy strumieniami Delmhlwazini i Old Woman, na początku doliny Injisuthi.  Tuż obok znajdują się szczyty Cathkin, Monks Cowl i Champagne Castle.
Injisuthi to punkt startowy kilku popularnych szlaków wiodących z północy do Cathedral Peak i z południa do Giant’s Castle, to bardzo popularny rejon, wiec nawet jeśli na szlak wybierzecie się sami, to łatwo o towarzystwo.
W obozie Injisuthi znajdziecie kilkanaście dość dużych czteroosobowych drewnianych domków oraz jeden ośmioosobowy, trzy dwuosobowe namioty a także pole namiotowe.
Domki są wyposażone w kominki, idealne na zimowe noce (ktore potrafia być naprawdę zimne, z temperaturą 15-20 stopni w dzień i -5 stopni w nocy). Nocleg w domku to nieco ponad 200 randów na osobę, ale trzeba wynająć cały domek, więc to raczej opcja dla grup.
Nieco dalej na szlaku znajdziecie kilka jaskiń (Lower Injisuthi Cave, Marble Baths Cave and Grindstone Cave i nieco wyżej Upper Injisuthi) które są przysposobione do tego, aby w nich nocować.
Warunki spartańskie, ale wysoko w górach nic innego nie znajdziecie, no a namiot trzeba nieść :-). Nocleg w jaskini to 110 randów/osobę.

Kontakt i rezerwacje: KabinyJaskinie

  1. Bakkrans Nature Reserve, Cederberg

S32.408333, E19.356944
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Tak, transfer możliwy po uprzednim ustaleniu
Woda pitna: Tak

Jeśli szukacie czegoś odległego i bardzo prostego ale jednocześnie wygodnego i dobrze wyposażonego, to świetnym wyborem jest kamienna chatka w Bakkrans Nature Reserve, w północnowschodniej części Cederberg.  Znajdziecie tam cztery urocze, kamienne chatki, z łazienkami, wyposażoną kuchnią i pięknymi widokami na  Cederberg.


Ponieważ domki znajdują się wewnątrz parku narodowego, nie jest tanio – zapłacicie kosztują 890 rand/osobę przy założeniu, że rezerwację robi grupa czteroosobowa. Poza sezonem warto negocjować cenę (jak wszędzie).
Tańsza opcja to zakwaterowanie poza parkiem, również w Cederberg – w Mooi Werf Stone Cottage.
Tam nocleg kosztuje 190 rand/ osobę, ale również przy założeniu wynajęcia przez grupę (gdyż w obydwu przypadkach do dyspozycji jest całość – pozostała część nie jest nikomu wynajmowana w celu zapewnienia gościom prywatności.

Kontactwww.redcederberg.co.za

  1. Bhanga Nek Beach Camp, Kosi Bay

S26.9988889; E32.8636111

Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Nie
Woda pitna: Nie

Bhanga Nek leży na północnym wschodzie prowincji Kwa Zulu Natal, 15 km od granicy z Mozambikiem – a dokładniej na południowym wybrzeżu trzeciego jeziora systemu Kosi Bay. Jest to niezwykle cicha i naturalna okolica, w której będziecie bardzo blisko plemiennej, naturalnej zuluskiej kultury.
W tej okolicy nieco bardziej jest znana położona bardziej na południe St. Lucia i jej mokradła z hipopotamami. Bhanga Nek leży pomiędzy jeziorem i oceanem, posiada więc niezwykle różnorodną florę i faunę.
System jezior Kosi Bay składa się z czterech położonych równolegle do Ocanu Indyjskiego jezior, odszielonych od oceanu jedynie pasem porośniętych trawami i krzakami wydm. Należy pamiętać, że Kosi Bay to nie nazwa miasta, lecz okolicy – najbliższe miasteczko to eManguzi, i tam się kończy asfalt… To tam leży kilka obozowisk, którymi jedna firma (Extreme Nature Tours). Jeśli jednak chcielibyście pozwiedzać dalsze okolice, to potrzebna będzie terenówka.
W okolicy nie ma sklepów ani restauracji, cały prowiant trzeba przywieźć więc ze sobą, jest więc idealna dla miłośników spokoju i natury – w jeziorach jest dużo ryb, a wyludnione wydmy są idealne na długie spacery. Poza tym Kosi Bay jest idealnym miejscem na nurkowanie (z akwalungiem oraz powierzchniowe) i oglądanie rafy koralowej, która leży tuż przy brzegu i jest łatwo dostępna zwłaszcza podczas odpływu.
Dodatkową atrakcją są żółwie morskie, które na początku lata (listopad/grudzień) wychodzą na brzeg i składają jaja. Nieco ponad dwa miesiące później (tak gdzieś od  połowy lutego) wykluwają się z nich małe żółwiki, które w ciągu kilku pierwszych dni swojego życia rozpoczywają rozpaczliwą walkę o przetrwanie, próbując jak najszybciej dostać siędo oceanu… Bhanga Nek jest jednym z tych niezwykłych miejsc gdzie można zaabserwować to zjawisko – potrzebny będzie lokalny przewodnik (odpowiednio przeszkolony), któy zabierze was w miejsca lęgowe. Wycieczki odbywają się zazwyczaj nocą od 1 listopada do począrku marca. Koszt to ok 150 randów za osobę (płaci się bezpośrednio przewodnikowi).

Kontakt: http://www.bhanganek.co.za/ http://www.extremenaturetours.co.za/camp.htm

  1. De Hoop Campsite, |Ai-|Ais/Richtersveld Transfrontier Park

S28.183611, E17.177778
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Tak
Woda pitna: Nie

To obozowisko znajduje się tuż przy granicy z Namibią. Rzeka Pomarańczowa (Orange River) jak wąż wije się przez półpustynny park Richtersveld. Na jednym z jej brzegów znajdziecie prawie niedostępne obozowisko De Hoop. Podobnie jak Die Hell (patrz punkt 1), aby się tam dstać, trzeba przejechać kilkadziesiąt kilometrów przez skaliste górskie drogi i koryta rzeczne.  Najpierw dostaniecie się do miasteczna Aleksander Bay (nad Oceanem Atlantyckim). Dalej kończy się asfalt a zaczyna żwirowa drga, którą dojedziecie do Sandrift. Następnie należy skręcić w jedną z wewnętrznych dróg aby dojechać do kempingu. Drogi należą do okolicznych farmerów, należy więc uważać na maszyny rolnicze i oczywiście nie niszczyć upraw. Po następnych kilkudziesięciu kilometrach (w zależności od wybranej trasy) dojedziecie do De Hoop z polem namiotowym na 12 namiotów. W okolicy jest jeszcze kilka innych, ale De Hoop jest najpopularniejsze. Trasa nie jest łatwa, drogi kręte, wiele prowadzi do nikąd. Warto mieć z sobą mapę szlaków off roadowych albo poprosić o przesłanie dokładnych wskazówek. Poniżej mapa, może się przyda – kliknij aby powiększyć;-)

Warunki bardzo podstawowe – koszty od 195 randów/noc za dwie osoby plus 68 randów za każdą następną osobę dorosłą i 34 randy za dziecko (do maksymalnie 6 osób). Dodatkowo koszty wsępu do parku (60 randów – dorosły, 30 randów – dziecko).

Kontakt: +27 12 428 9111 (centralne biuro rezerwacyjne San Parks) oraz  www.sanparks.co.za

  1. Obozowisko Mabibi, Elephant Coast

S27.330556, E32.745833
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Tak
Woda pitna: Nie

Tak jak Bhanga Nek (punkt 4) leży nad Oceanem Indyjskim, ale nieco poniżej Kosi Bay – bardziej w pobliżu Sodwana Bay. Najbardziej sceniczna droga na kemping prowadzi wzdłuż jeziora Sibaya  (należy zjechać z drogi R22 w miejscowości Mbazwana na drogę D1848). Piaszczysta droga wiedzie przez gęsty las, który stopniowo przechodzi w trawiaste wydmy. Aby dostać się do Mabibi należy podążać za śladami innych pojazdów i przejechać przez wydmy. Pole namiotowe składa się z dziesięciu ponumerowanych placyków, niektóre z nich są zacienione. Warunki bardzo proste – jeden wspólny grill, kran i blok z łazienkami to jedyne wygody. Główną zaletą jest bliskość plaży, aby się na ną dostać należy przejść 100 metres przez las i zejść w dół 132 drewnianymi schodkami. A… jeśli lubicie nieco bardziel ekskluzywne warunki… to tuż obok znajduje się Thonga Beach Lodge .

Tak jak w przypadku Bangha Nek, i tu możecie w sezonie zobaczyć samice żólwi morskich składające jaja i obejrzeć wykluwające się maluchy co sił w nogach biegnące do oceanu. Koszty to od 105 randów/ / noc/ dorosły i 52.50 randów/ noc/ dziecko.

Kontakt: www.mabibibeachcamp.co.za

  1. Obozowisko Rooihoek, Baviaanskloof Mega-Reserve

S33.664722, E24.408611
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: low-range: nie, wysokie zawieszenie: tak
Woda pitna: Nie

Kolejne miejsce do którego trzeba zjechać z trasy dość porządnie. Aby dotrzeć do Rooihoek, przez jeszcze półtorej godziny od wjazdu przez bramę zachodnia trzeba jechać przez rezerwat Baviaanskloof. Droga najpierw prowadzi przez górskie przełęcze i koryta rzeczne a później przechodzi w bardziej żyzne tereny, zielone i krzewiaste – dominują głównie akacje. Obfitość tej zieleni zaskakuje po przejechaniu ponad 100 km poprzez suche Karoo. Ze zwierzaków łatwo tu dostrzec kudu, bushbuck i oczywiście pawiany, które potrafiąbyć nie tyle atrakcją, co utrapieniem.

 

Wjazd do obozowiska jest przez bramę zabezpieczoną kodem – kod otrzymacie przy rezerwacji po dokonaniu płatności. Sześć poletek namiotowych znajduje się na północnym brzegu rzeki Kouga. Woda w rzece jest ciepła na powierzchni, ale lodowata w głębi – nie bardzo nadaje się do pływania, bo łatwo w niej o skurcz, ale daje wytchnienie po upalnym dniu. Każde z pól kempingowych ma własny grill, dwie ławki i stolik – azwyczaj cementowe lub kamienne, albo plastikowe. Tooalety „tradycyjne” bez spłuczek 😉 witaj naturo! W rzece można łowić ryby, a miłośnicy MTB mogą się wybrać na przejażdżkę górskimi szlakami. Koszty niewysokie – od 40 randów/ nocleg za osobę.

Kontakt: +27 43 705 4400

  1. Bulungula Lodge (Hole in The Wall)

S32.140252; E29.009903
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Nie
Woda pitna: Tak

Bulungula to pensjonat (czy raczej backpackers) usytuawany w jednym z najpiękniejszych rejonów RPA, rejonie znanm jako Dziekie Wybrzeże. Znajdziecie tam porośnięte miękką trawą pagórki, zielone lasy, białe plaże, urocze kolorowe chatki, delfiny, wieloryby… I można by tak dalej wymieniać… Wszystko dzikie, naturalne. Mnie najbardziej zaskoczyły krowy na plaży…

Pensjonat prowadzony jest przez mieszkańców wioski Nqileni i gości zachęca się do uczestniczenia w życiu jej mieszkańców – mogą odwiedzić lokalnego sangomę, łowić ryby z okolicznymi rybakami (pokażą wam jak np złapać gołymi rękami ośmiornicę czy raka…), warzyć piwo… Oprócz tego całe mnóstwo bardziej „tradycyjnych” zajęć dla turystów – czyli malowanie twarzy, wycieczki konne czy kajakowe, spacery po lesie. Na wzgórzu znajdziecie restaurację serwującą zuluskie jedzenie, a kilkanaście kilometrów dalej Hole in the Wall (znanądziurę w ścianie) na którą można się wspiąć albo jąopłynąć. Albo na niej wylądować paralotnią… A jak i to wam się znudzi, to zawsze można poleniuchować w hamaku wczuwając się w rytmy afrykańskiej muzyki 😉 Ale nie przyjeżdzajcie tu tylko na jeden, czy dwa dni… nie zdążycie poczuć klimatu…

W kwestii zakwaterowania do dyspozycje jest sala zbiorowa, (160 rand/ os), pokój potrójny (510 rand/ pokój), kilka dwójek (390 rand/pokój) oraz namiot safari (360 rand/namiot). Dodatkowo pole namiotowe – 90 rand/ osobę. Ceny więc dość przyzwoite.

Kontakt: +27 47 577 8900 / +27 83 391 5525 oraz http://www.bulungula.com/

Mapa: http://www.bulungula.com/map.pdf

  1. Kwass se Baai Campsite, Namaqua National Park

S30.696056, E17.487389
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Nie
4×4 potrzebne: Tak
Woda pitna: Nie

Namaqua to półpustynia, która wiosną (wiosna w RPA to okres wrzesień/październik) ożywa tysiącami kolorów.  Trawy i krzewy zaczynają wtedy kwitnąć pokazując niesamowite widowisko.  Od strony oceanu perlista mgła zakrywa horyzont, tak, że nie widać, gdzie niebo a gdzie już woda… Rano ta mgła spowija cały Kwass se Baai, późnym rankiem nie ma po niej już śladu.

Do parku wjeżdża się przez bramę Groenrivier – jakieś 5 godzin z Cape Town drogą N7 i dalsze 60 km drogą gruntową. Najbardziej uciążliwy odcinek to 6 km po piachu pomiędzy bramą a kempingiem.  Aby przez ten odcinek przebrnąć musicie pamiętać o spuszczeniu powietrza z opon do 1.5 bara. Na miejscu znajdziecie cztery klimatyczne miejsca namiotowe, z jednej strony odgrodzone kamiennym murkiem chroniącym przed ostrym altlantyckim wiatrem. Kemping posiada jedynie „tradycyjne” toalety, nie znajdziecie tu prysznica, nawet to trzeba zabrać ze sobą. Albo – wykąpać sięw lodowatym oceanie 😉 Oprócz grzmiących fal oceanu jest cicho – a zimna noc będzie jarzyła się miliardami gwiazd…  oddali możecie dostrzec latarnię morską, jedyny dowód, że w pobliżu są jednak jacyś ludzie… Ceny to od 115 rand/ nocleg na grupę do sześciu osób. Dodatkowo 30 rand/ os (15 rand/dziecko) opłaty konserwacyjnej za przebywanie w parku.

Kontakt: +27 27 531 1015, www.sanparks.co.za

  1. Mata Mata Camp, Kgalagadi Transfrontier Park

S25.8166667; E20.0166667
Zasięg: Nie
Internet: Nie
Elektryczność: Tak, generator
4×4 potrzebne: Nie
Woda pitna: Nie

I ostatnie już miejsce w zestawieniu – na pograniczu RPA i Namibii, ale bardziej na północ niż De Hoop  (punkt 5).  Tym razem jest to leżące w Klalagadi (część Kalahari na terenie RPA) obozowisko Mata Mata. Znajdziecie tu drewniane domki nad rzeką Auob, z których możecie obserwować zwierzęta podchodzące do wodopoju. Są tu jeszcze dwa obozowiska, ale Mata Mata jest najlepszym pod kątem obserwacji zwierząt. Zobaczecie tu  dużo żyraf i antylop, ale także drapieżników – takich jak lwy czy lamparty. Obozowisko posiada recepcję, basen, sklepik i stację benzynową. Niestety – jak wiele innych miejsc w tej okolicy trzeba rezerwować dużo wcześniej, bo obózszybko się zapełnia. Kosztowo – najtańszy domek to 850 randów/ noc (2 os) + 210 randów za każdąnastępną , a kemping 265 randów/2 osoby plus 72 randy za każdą następną osobę. Dzieci płacą połowę stawki. Minimalny pobyt to 2 noce.

Kontakt: http://www.sanparks.co.za/parks/kgalagadi/tourism/availability.php?resort=44 

Przeczytaj także:

Advertisements

15 thoughts on ““Abonent czasowo niedostępny” – czyli 10 miejsc idealnych na cywilizacyjny detox

  1. Pingback: W sieci – czyli GSM i Wi-Fi w RPA | Blondynka w Krainie Tęczy

  2. Agnieszka, żeby się wyrwać z wszędobylskiego zasięgu telefonii, internetu i energii elektrycznej, wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata! Jest cała masa takich miejsc w naszych rodzimych Bieszczadach. Serio! Ale nie powiem, zdjęcia zachęcające, choć Twoje miejsca są dla mnie narazie tak odległe…

  3. tak bardzo bym chciała wrócić do Drakensberg! Niby w hostelu tam byłam, ale złożonym z malutkich chatek, po środku niczego, z rewelacyjnymi widokami! Całkiem fantastycznie tam było i odpoczęłam niesamowicie przez te parę dni!

    • Kami, Drakensberg jest przepiekny, ciesze sie, ze moj synek lapie bakcyla gorskiego. I w sumie wiele szlakow jest w miare latwych, nawet te dluzsze. W ktorym backpackers bylas? Po stronie RPA, czy Lesotho, bo czytalam na twoim blogu tez o Lesotho 🙂

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s