Wiza do Mozambiku – czyli „ja tu tylko sprzątam”

Okres Wielkanocy w RPA to tak jak i w Polsce okres długich weekendów i wyjazdów. Zwłaszcza, że w tym roku Wielkanoc poprzedza Dzień Praw Człowieka, który w RPA też jest dniem wolnym – wystarczyło więc wziąć trzy dni urlopu, aby mieć 10-dniowe wakacje. My też postanowiliśmy skorzystać z okazji i odstresować sie w jakimś fajnym miejscu.
Padło na Mozambik, bo tam jeszcze razem nie byliśmy. Poza tym Mozambik ma spory kawałek rafy i ciepły jak zupa ocean – a ja i Młody jesteśmy ciepłolubni.

Jako jedyna z naszej trójki potrzebowałam jednak wizy. Na pewno można ja dostać na lotnisku przylatując do Maputo (bo już tak robiłam) i podobno na przejściach drogowych też. Tyle, że nikt nie był w stanie potwierdzić tego „podobno”. Na wysłane maile konsulat nie odpowiadał, a dzwonić nie bardzo miałam czas. W ogóle nie miałam czasu na organizację tej wizy, ale było już za późno aby to zlecić jakiemuś lokalnemu operatorowi.

Tak więc korzystając z okazji branżowych targów postanowiłam udać sie do konsulatu i osobiście wykonać zadanie organizacji wizy. Przeznaczony mialam na to kawałek poranka, co wydawało mi się rozsądnym przedziałem czasowym na złożenie wniosku.
Skompletowałam dokumenty wymienione na stronie (jak byłam przekonana) konsulatu i dodatkowo kilka innych, o które afrykańskie urzędy maja zwyczaj pytać. Typu potwierdzenie adresu zamieszkania, a nawet umowę o pracę. No bo nigdy nie wiadomo… W końcu być może taki przeciętny człowiek z Europy będzie chciał nadwerężyć lokalny rynek pracy i podjąć nielegalne zatrudnienie za płacę poniżej niewolniczej…

Do konsulatu dotarłam tuź po 8 rano. Była tam już niewielka grupka ludzi, głównie miedzynarodowych backpackersów, bo obywatele RPA wiz nie potrzebują. Kilka minut w konsulacie, kilkoro odesłanych z kwitkiem bacpackersów i wiedziałam, że nie będzie tak łatwo jak myślałam… Bacpackersi odchodzili od okienka ze złością albo zdumieniem w oczach. Okazało sie bowiem, że konsulat Mozambiku w erze Googla, Booking.com i innych takich wynalazków nie honoruje rezerwacji przez internet… Ma być zaproszenie. No w ostateczności potwierdzenie rezerwacji na papierze firmowym instytucji zapraszającej (tak, hotelu, kempingu itp). Z podpisem i lokalnym, mozambickim numerem telefonu… Na wspomnienie, że na ich stronie internetowej nie ma o tym mowy, padła odpowiedź, że tak naprawdę to nie ich strona, bo za nią nie płacą, więc nie biorą odpowiedzialności za zawarte tam informacje.

Krytycznym okiem spojrzałam na swoje potwierdzenie. Posiadało jedną trzecią wymagań… Było na papierze firmowym. Bardzo szybko, własnoręcznie uzupełnilam następne 30% w postaci podpisu – machnęłam zamaszysty, podpis podobny do podpisu mojej mamy z czasow podrabianych zwolnien szkolnych… Ale dalej nie mialam finalu – brak bylo numeru telefonu w Mozambiku… Pani w okienku była nieugięta. Numer ma być. Czyjkolwiek. Nawet numer sprzątaczki jest OK. I nie może być napisany odręcznie.

Odeszłam z kwitkiem. Szybko zastanowiłam sie co będzie szybsze, prośba o dosłanie w ciągu godziny (pamiętając, że cała Afryka działa w oparciu o strefę czasową Hakuna Matata), czy Photoshop. Postanowiłam spróbować obu opcji. Obie opcje wiązały się też z koniecznością znalezienia miejsca gdzie finalny dokument można wydrukować, bo konsulat nie akceptuje żadnej dokumentacji mailem. Po ok 15 minutach, dostałam dokument z numerem telefonu do właściciela kompleksu w którym mieliśmy się zatrzymać. Był to numer telefonu w RPA… Nosz….***** przeciez wyraźnie napisalam, ze ma być w Mozambiku. Ponowilam prośbę (naprawdę, próbowałam…) i czekałam dalej.

Znalazłam w internecie jakiś lokalny numer i skopiowalam do dokumentu. W międzyczasie dalej czekałam na właściwy dokument… Gdy było już za późno na dłuższe czekanie, wydrukowałam to co miałam i udałam sie do konsulatu. Photoshop wygrał…
Pani w okienku cmoknęła z zadowoleniem. Na potwierdzeniu rezerwacji znajdował się lokalny numer telefonu. Wszystko grało. Nie ważne, że lokalny numer należał do lokalnego operatora nurkowania w Ponta do Ouro… Bo taki mi sie udalo znaleźć.

W czym tak naprawdę problem? Otórz południowe wybrzeże Mozambiku jest zdominowane przez turystów z RPA. Większość właścicieli obiektów tutaj działa z terenu RPA, większość agencji ma siedzibę w RPA. W moich poszukiwaniach lokalnego numeru do hoteli w Ponta do Ouro, zorientowalam sie, że większość z nich działa z RPA. Pani w okienku też o tym wiedziała, stąd sugestia telefonu do sprzątaczki…

Reklamy

4 thoughts on “Wiza do Mozambiku – czyli „ja tu tylko sprzątam”

  1. Hej! Widzę że masz duże doświadczenie z podróżami, a ja włąsnie chcę się wybrać do Mozambiku na wakacje w przyszłą zimę i zorganizowac wszystko bez pomocy biura podróży. Na co powinnam zwrócić największa uwagę? Gdzie mogę zostać oszukana? I czy wiesz coś na temat szczepień i chorób? Ostatnio u siebie w klinice w Poznaniu zobaczyłam, że Certus ma wlaśnie takiego lekarza – czy za szczepienia się dodatkowo płaci czy to jest na NFZ?

    • Margaret, nie wiem jak jest ze szczepieniami w Polsce, bo mieszkam w RPA, najlepiej dopytaj w NFZ.
      My szczepien nie mielismy, najwieksze zagrozenie to malaria, ale na malarie nie mozna sie zaszczepic (bralismy tabletki Malaron).
      Co do podrozy to raczej chyba nikt nikogo nie oszukuje, tylko raczej jest kwestia tego, ze rozni pośrednicy (bo od nich sie nie uwolnisz, tyle, ze beda to posrednicy lokalni) moga miec rozne ceny na podobne rzeczy, trzeba po prostu porównywać, u jednego tanie bedzie jedno a drogie co innego u innego na odwrot. Ale roznic wielkich nie ma.
      W Mozambiku duza czesc biznesow jest prowadzona przez wlascicieli z RPA, ceny sa dosc mocno rynkowe.
      Poza sezonem (wakacje i swieta w RPA) mozna je negocjowac, w sezonie nie bardzo. My generalnie podróżujemy samodzielnie bo tez wole sama wszystko organizowac, noclego rezerwujemy przez internet, a atrakce juz na miejscu.
      Generalnie jesli chodzi o Mozambik, to standard jest bardzo podstawowy, nawet w drogich hotelach nie wszystko dziala. Wiec moim zdaniem nie ma co przeplacac, chyba, ze wybierasz sie do drogich obiektow np w Vilanculos czy Bazarutto (bo tam juz mozna wymagac).

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s