Antymalaryki – stosować czy nie?

Malaria to niebezpieczna choroba. Zwłaszcza dla nas, Europejczyków – bo nie posiadamy właściwych przeciwciał pozwalających uporać się z chorobą, jeśli ta nas już dopadnie. Roznoszona jest przez gatunek komara który jest aktywny po zmroku. Na malarie nie ma szczepionki – są jedynie środki profilaktyczne (takie jak Lariam, Malaron, doxycyklina itp) mające na celu zmniejszenie ryzyka zarażenia.
Na domiar złego wokół malarii jest wiele mitów, jak np ten, że jeśli już ktoś zachoruje na malarie to na zawsze pozostaje ona w naszym systemie.

Ja na malarie chorowałam raz w życiu. Zabrakło mi profilakyków w Afryce południowo-wschodniej (Malawi, Zambia itp)- czyli tam, gdzie generalnie ryzyko jest najwyższe.
Chorowałam pięć dni – choroba nie była przyjemna.
Pierwszy dzień – nudnosci i zawroty głowy. Myślałam, że to choroba dekompresyjna, bo wcześniej nurkowałam.
Drugi dzień – bardzo wysoka gorączka i wymioty. Kolega zawiózł mnie do lekarza, który po badaniu krwi (cała procedura w niewielkiej wiosce w Malawii trwała 5 minut) stwierdził malarię i zaaplikowal lek o nazwie Fansidar.
Zaznaczył przy tym, że klinika ma problemy finansowe, więc 10 dolarów (stawka dla turystów, lokalsi mają za darmo) zaokragliłam do 50-ciu. Warto było, bo Fansidar zadziałał, choroba ustąpiła całkowicie i nigdy nie było nawrotów, wiec z całą pewnością się jej na dobre pozbyłam.
Przez następne kilka dni niewiele jadłam – jakieś owoce, które kupiłam zanim „poległam” na trzy dni. Wody miałam pod dostatkiem. Backpackersi przynosili mi zupę i praktycznie wmuszali ją we mnie, bo jedzenie to była ostatnia rzecz, o której myślałam.
Po trzech dniach po zażyciu leku byłam jak nowa. Lżejsza o co najmniej 5 kilo (yey!) i zdrowa.

Jeśli chodzi o środki antymalaryczne, to ile osób, tyle teorii.
Ja sama nie nie jestem przeciwna antymalarykom, ale rozumiem wszystkich, którzy są przeciw – bo jednak nawet środki nowej generacji mają skutki uboczne.
I im dłużej są stosowane, tym bardziej mogą się one nasilać. Warto jednak pamiętać, że malarią można się zarazić od jednego ukąszenia komara i z tym na uwadze podejmować decyzje.
Każda decyzja o stosowaniu (lub nie) środków antymalarycznych powinna być skonsultowana z lekarzem, który weźmie pod uwagę ryzyko danego regionu, pory roku, długości pobytu w odniesieniu do ryzyka związanego z niestosowaniem profilaktyki.
I to właśnie do zaleceń lekarza radzę się stosować – a nie do tego, co przeczytacie w Internecie (włączając to, co pisze ja sama). Fansidar który mi pomógł, to tylko jeden z leków, nawet nie wiem czy jeszcze jest produkowany. To, co zostanie przepisane, zależy od rodzaju malarii (jest kilka szczepów). Znam wiele osób, które chorowały na malarię. Wszyscy przeżyli, bez względu na szczep (jeden z kolegów miał malarię mózgową, która jest szczególnie niebezpieczna).

RPA należy do krajów o bardzo niskim ryzyku malarii. Wystepuje ono jedynie na północy i północnym wschodzie kraju, z zaznaczenjem, ze zagrożenie jest wyższe na północnym wschodzie (okolice od Sodwana Bay wzwyż). Podróżując po RPA z profilaktyków nie korzystamy, ale gdy jechaliśmy do Mozambiku woleliśmy już nie ryzykować, głównie względu na syna, bo w przypadku dzieci sam przebieg malarii jest groźniejszy i szybszy niż w przypadku dorosłych. Zwyczajnie, nie chcieliśmy ryzykować zdrowia dziecka – gdyby chodziło o nas, to pewnie dalibyśmy sobie spokój.
Malaria rozwija się ok. 2 tygodnie. Jest to choroba tak popularna w Afryce, jak grypa w Polsce. Testy antymalaryczne dostępne są bardzo tanio w każdej aptece. Na wioskach w wielu sklepach są stoiska ze środkami pierwszej pomocy, a do takich należy test na malarie.
To samo z lekami – sa tanie i łatwo dostępne, działające na najbardziej rozpowszechnione na danym terenie szczepy.
Jeśli w rejonie malarii ktoś ma zamiar przebywać tylko tydzień lub dwa, a jest dobrego zdrowia, to zaryzykowałabym stwierdzenie, że nawet jeśli zachoruje, to w ciągu kilku dni się wyleczy, tak jak ja. Podobnie, jeśli wyjazd jest długotrwały, ale pobyt jest w wiosce czy miasteczku (np wyjazd organizacja pomocy, itp) to leki antymalaryczne na pewno będą dostępne.
Tutaj rada w kwestii rozpoznania – test nie wskaże szczepu malarii, choć na pewno ją wykryje.
A rozpoznanie decyduje o leczeniu, wiec wizyta u lekarza w przypadku pozytywnego wyniku i tak jest konieczna.

Malaria mózgowa jest bardzo szybko postępującą choroba i leczy się ją inaczej, niż pozostałe przypadki. To na nią zmarła polska podróżniczka, Kinga Choszcz (zdjecie powyżej). Objawy są podobne jak w pozostałych przypadkach, ale wkrótce dochodzi majaczenie a nawet utrata przytomności. Od chwili wystapienia objawow, przebieg choroby jest bardzo szybki (24-72godziny). Bez podania leków śmiertelność jest bardzo wysoka, nawet 50% – dlatego tak istotna jest szybka pomoc.
Choć leki są podobne, często podaje się je dożylnie, także w polaczeniu z innymi lekami, łagodzącymi silne objawy.
Na szczęście taki domowy test najłatwiej wykrywa właśnie malarie mózgową. W przypadku mniej niebezpiecznych form, zdarzają sie wyniki negatywne, dlatego też symptomy grypy (jesli nie ustepują) po pobycie w rejonie malarii należy traktować jako potencjalną chorobę i udać sie do lekarza, nawet jesli wynik testu jest negatywny. Lekarz zrobi wtedy dokładniejsze badanie krwi i zaleci odpowiedni lek.

Pomimo, że profilaktyki nie zapewniają 100% pewności, zmniejszaja jedynie ryzyko zachorowania, to jednak bałabym się doradzić komuś aby ich nie stosował. Taką decyzję powinno się podjąć po rozważeniu wraz z lekarzem swoich okoliczności, ryzyka i zabezpieczenia się innymi sposobami. Witamina B, chinina w toniku, zioła, DEET, moskitiery i inne zabezpieczenia których używają „lokalsi” i podróżnicy na pewno pomagają.
Mogą też w zupełności wystarczyć, ale to powinna być wasza decyzja, a nie słuchanie rad osób które być może znają Afrykę, ale nie znają waszych okoliczności czy stanu zdrowia.

Reklamy

One thought on “Antymalaryki – stosować czy nie?

  1. Będąc w Tanzanii przez 3.5 miesiąca, nie brałam leków na malarię (malarone) ponieważ nie można tak długo ich brać, no nie powinno się ze względu na dobro wątroby chociażby 😉 Ale jeden raz spróbowałam, i odrazu dostałam nieprzyjemnych koszmarów sennych…toteż stosowałam silny i z pewnoscia toxyczny repellent, taki nuklearny jak ja to mówię, działał…Przypuszczam,że gdybym wybrała sie na krótki wyjazd, może bym brała leki ale podczas dłuższych pobytów stosowałabym profilaktykę.Niestety, po jakimś czasie przestaje sie człowiek przejmować tymi komarami i tymi mazidłami i po prostu liczy na cud 😉

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s