Safari życia: Botswana – Baines Baobabs

Wjeżdżając do Botswany z RPA można odczuć, że przybywa się do innego kraju. Odprawa na granicy przebiega sprawnie i szybko. Botswana to jeden z niewielu krajów w Afryce, który pokonał problem korupcji. Da się to odczuć w formalnej, nieco służbistycznej (ale efektywnej) postawie urzędników imigracyjnych.
Tuż po przekroczeniu granicy, spotykamy kilka patroli policyjnych. Nie szukają „dziury w calym”, nie oczekują datków na „lunch” czy „colę „, jak to często ma miejsce przy spotkaniach z drogówką w RPA. Sprawdzają dokumenty, udzielają kilku wskazówek, każą przestrzegać ograniczeń prędkości. No i mamy uważać na… wałęsajace się po drogach krowy i inne zwierzęta domowe.

Na drogach faktycznie widzimy wiele krów, osłów i kóz. Nawet tuż przy stolicy Botswany, Gaborone – gdzie nocujemy i przez które przejeżdżamy dość szybko w drodze do Baines Baobabs, słynnych baobabów z obrazu Thomasa Baines’a wyrastajacych na obrzeżach solniska Nxai. To właśnie one są naszym pierwszym celem.

Droga się dłuży i nie można przyspieszyć że względu na limity prędkości. Z Gaborone do Baines Baobabs jest ok 750 km, co przy niezbyt szybkim tempie oznacza długą podróż. Przed samą miejscowoscią Nata droga jest fatalna, na szczęście później jest lepiej. W końcu jest! Zjazd i brama do solniska Nxai. Po jego piachach jeszcze „tylko” 40 km.

Idzie nam nieźle, dopóki z przeciwnej strony nie nadjeżdża wynajęta Toyota Land Cruiser. Reguły „jazdy po buszu” jasno określają, że pierwszeństwa ustępuje pojazd lepiej przystosowany do warunków, ale w Toyocie siedzą młodzi Francuzi, którzy tych reguł jeszcze nie poznali. Nie zjeżdżają. Stajemy i… zakopujemy się po raz pierwszy. Toyota pomaga nam wyjechać i też się zakopuje. Póki co mamy dwa samochody zakopane po bebechy w piachu. Wykopujemy je kolejno, pchamy i w końcu spoceni i zakurzeni wszyscy dajemy radę wyjechać.

Na nasz kamping docieramy tuż po zachodzie słońca. Miejsca są położone w odległości jednego lub dwóch kilometrów od siebie, każde z nich pod mniejszym lub wiekszym baobabem. Jest „tradycyjna” ale czysta toaleta i prysznic z wiadra, które trzeba uprzednio napełnić przywiezioną że sobą wodą. Sama jazda przez solnisko jest niesamowita, krajobraz wygląda nieomal księżycowo. Baobaby są naprawdę majestatyczne – dostojnie olbrzymy rosnące tu od wieków. Niemi obserwatorzy zmian w Afryce.

Reklamy

4 thoughts on “Safari życia: Botswana – Baines Baobabs

  1. Bardzo ciekawe wpisy. Od dawna czytam Twoją stronę, bardzo mi się podoba jej wielowątkowość. Napisz jak będziesz mogła jak wygląda natura w trakcie safari poza RPA. Byliśmy rok temu w RPA, jeździliśmy po wielu parkach, wyglądało to zgoła inaczej niż pierwsze Twoje wrażenia z Bostwany… Sama wiesz jak jest, doskonałe asfaltowe drogi (których pozazdrościć mogą niektóre regiony Polski), zwierząt sporo ale otoczone płotami, ogromny kontrast wobec np. Kenii, w której byliśmy 10 lat temu. Pytanie tylko czy tamta Kenia i to co jest dzisiaj to to samo, czyta się np. w NG o ogromnym spadku populacji dzikich zwierząt, przerażające to… Napisz zatem jak obecnie wygląda Bostwana i Zambia – są jeszcze dzikie zwierzaki na otwartych przestrzeniach? Czy jest jeszcze prawdziwa Afryka?

    pozdrawiam,
    gm

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s