Safari życia: Botswana – Moremi

Po udanym i relaksującym, aczkolwiek (oprócz szykującego się do ataku na nas hipopotama) nie obfitującym we wrażenia safari rzecznym po Delcie Okavango postanowiliśmy poszukać przygód w parku Moremi. Moremi to „lądowa” część Delty – jest bardziej sucha, więc mniej tu traw i palm, a więcej znanego mi z RPA buszu. Jakoś nie do końca pasuje mi tu nazwa „sawanna”, bo jako sawannę okreslilabym raczej zielone tereny Kalahari. Występuje tu cała Wielką Piątka, a lwy i lamparty nie musiały się uczyć pływać, aby nie umrzeć z głodu. Nadal jest tu bardzo dużo ciężkiego do przebycia piachu.

Aby zintensyfikować wrażenia, wybraliśmy się w ten przepiękny rejon naszym niezbyt przystosowanym do zastanych warunków 4×4 marki Renault Duster. Jak to ktoś słusznie zauważył na forum podróżujących przez Afrykę Marty i Łukasza (którzy towarzyszyli nam i tutaj) po prostu lepszą wersja Daci 😂
W zasadzie nasz samochód całkiem nieźle sobie radził. Pomni wydarzeń z Baines Baobabs, na wszelki wypadek zjeżdżaliśmy z drogi gdy tylko naprzeciwko pojawił się jakikolwiek samochód. Nie chcieliśmy ryzykować ponownego zakopania się. Po drodze widzieliśmy głównie słonie, żyrafy antylopy gnu i inne jeleniowate, oraz sporo ptaków. A w bajorach hipopotamy i krokodyle. Wielkich kotów ani śladu…

Słońce chyliło się ku zachodowi, a nam szczęście w kwestii lwów nie dopisywało.
Moremi to bardzo ciekawy park, ale lwów jest tu mniej niż w Parku Krugera w RPA. W większej częstotliwości zaczynają pojawiać się dopiero głębiej – najwięcej jest ich w okolicy Savuti, ale plan dotarcia do Savuti porzuciliśmy po rozmowie z przewodnikami po Moremi i kierowcami innych samochodow. Mimo wiary w możliwości naszego Dustera, piach po pas byłby chyba jednak nie do pokonania…

Już w drodze powrotnej zjechaliśmy w kierunku wodopoju Black Pool, gdzie poprzedniego dnia, tuż przy drodze były lwy. Tym razem nie było ich tam, ale i tak przywitała nas niesamowita panorama, prawie jak z planu Króla Lwa. Botswana to naprawdę niezwykły kraj jeśli chodzi o widoki.

Z wodopoju do bramy parku zostało może ze 20 kilometrów. Do tej pory nie było źle, uśpiło to trochę naszą czujność. Zastanawialiśmy się nawet, czy nie spróbować jednak drogi do Savuti. Byliśmy trochę zmęczeni prawie całodniową jazdą po wertepach, gdy tuż za zakrętem pojawił się głęboki piach. Zakręt był ostry, więc wjechaliśmy w niego dość powoli. I… już nie wyjechaliśmy. Przynajmniej nie od razu. Próbowaliśmy pchać, ale ugrzęźliśmy już zbyt głęboko.

Konieczne były łopaty i trapy piaskowe – na szczęście wszystko mieliśmy ze sobą. Łukasz i Marta dzielnie nam pomagali i w końcu jakoś wyjechaliśmy. Nie na długo – niestety nie mogąc nabrać rozpedu, samochód stanął parę metrów dalej. Znowu próba i znowu porażka. I tak kilka razy. Zaczęliśmy już tracić nadzieję. Słońce było coraz niżej, zasięgu w telefonach ani krzty a z zarośli zaczęły wychodzić słonie. Było ich całe stado, z młodymi. Na szczęście nie byliśmy na ich trasie – gdy nas zauważyły, po prostu się oddaliły. Słonie potrafią być bardzo niebezpieczne, jeśli czują się zagrożone, więc po prostu zaczynaliśmy się bać.

Kolejna próba i w końcu się udało! Aby nie obciążać samochodu, wszyscy oprócz kierowcy zostaliśmy na zewnątrz do momentu znalezienia twardszego gruntu. Do obrony mieliśmy kije i jedną maczetę. Musieliśmy dość kuriozalnie wyglądać – dwie kobitki, niewielki gość i dzieciak – w dzikim parku pod wieczór…
Ale wokół nie było nikogo oprócz zwierząt, które na szczęście poschodziły nam z drogi. Szliśmy tak około kilometr, później droga na szczęście się poprawiła i mogliśmy wsiąść do samochodu. Ostatnie kilometry przejechaliśmy z duszą na ramieniu – gdybyśmy znów utknęli, czekałaby nas noc w samochodzie – w parku pełnym niebezpiecznych zwierząt.
Do bramy parku dotarliśmy tuż przed zamknięciem.
Dopiero przy wyjeździe rangerzy nam powiedzieli, że zastanawiali się, czy sobie damy radę…

PS: Lwów ani lampartów nie widzieliśmy. Tym razem NA SZCZĘŚCIE!

Reklamy

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s