Safari życia: Botswana – most na rzece Khwai

Patrząc na szczegółową mapę Botswany, dostrzegłam rzekę Khwai. Jest to dopływ rzeki Okavango i oczywiście od razu skojarzyła mi się z filmem „Most na rzece Khwai”. Do tego stopnia, że planując pobyt w Botswanie, postanowiłam odszukać ten osławiony most. Niestety, krótkie badanie Google wykazało, że wydarzenia przedstawione w filmie dotyczyły budowy kolei w Burmie 😂
Most na afrykańskiej rzece Khwai istnieje jednak naprawdę – nie ma nic wspólnego z filmem, ale jest bardzo ciekawym mostem. Jest zbudowany wyłącznie z drzewa i łączy parki Moremi i Chobe. W zasadzie aby dostać się bezpośrednio z jednego parku do drugiego, trzeba przejechać przez most na rzece Khwai!

Taki był też i nasz plan – polegał na przebyciu drogi z Maun do Kasane po najkrótszym odcinku – a ten prowadzi właśnie przez Khwai i Savuti. Niestety plany planami i czasem ulegają zmianie z powodów bardzo (dosłownie!) przyziemnych. W naszym przypadku były to możliwości naszego samochodu, a konkretnie wysokości zawieszenia, które okazało się troche za niskie.

Pomni wydarzeń z Baines Baobabs oraz parku Moremi, do Khwai zdecydowaliśmy sie w końcu dotrzeć drogą nieco dłuższą, ale za to w (dobrym?!) stanie. Prowadziła wzdłuż granicy parku i była jedną z dróg krajowych. Częściowo utwardzoną. W Namibii pokonaliśmy ich wiele, więc i w Botswanie spodziewaliśmy się podobnego stanu – generalnie do przejechania bez większych problemów.

Droga w rzeczywistości okazała się trudna. Szosa zmieniła się w miałki żwir, a ten po kilku kilometrach przeszedł w piach. I tak już zostało do samego kampingu. Utknęliśmy po raz kolejny – i to wcale nie w najtrudniejszym punkcie, którym był przejazd wzdłuż rzeki Khwai (objazd całkowicie nieprzejezdnej części prowadzącej przez rzekę) na której niespodziewaną atrakcją okazały się słonie i baraszkujące hipopotamy. Tamtędy, z zachętą i obietnicą pomocy ze strony „overlanderów” zaskoczonych możliwościami naszego skromnego Dustera 4×4, udało nam się przejechać bez problemu. Stanęliśmy sporo dalej, gdy próbując uniknąć kamienistej części, wyjechaliśmy w głęboki piach ze zbyt mała prędkością. Na szczęście przy pomocy tych samych overlanderów którzy wcześniej nam kibicowali przy rzece, udało nam się wyjechać.

Do kempingu dotarliśmy już bez przygód. Po drodze widzieliśmy jeszcze więcej żyraf i słoni, a nad rzeką gdzie robiliśmy namiot, jeszcze kilka hipopotamów. Niestety, następnego dnia w drodze powrotnej szczęście nam mniej dopisało i wpakowaliśmy się na te wyboje i kamienie, których poprzedniego dnia udało nam się uniknąć. Przejechaliśmy, ale z pękniętą opona i skrzywionym amortyzatorem… Po wymianie koła dojechaliśmy jakoś do Maun, gdzie kilka godzin spędzilismy bez powodzenia poszukując amortyzatorów do Renault’a. Dopiero mechanicy w SupaQuick podjęli się dość chyba mało skomplikowanej naprawy, jaką było wyprostowanie amortyzatora.

W dalszej drodze postanowilismy już nie igrać z losem (i możliwociami naszego samochodu…) i trzymać się szos. Do Kasane dojechaliśmy przez Nata, a Chobe zwiedziliśmy tak, jak na rasowych turystów przystało – w otwartym samochodzie safari!

Reklamy

4 thoughts on “Safari życia: Botswana – most na rzece Khwai

  1. Zdjęcia oglądałam z zapartym tchem, pewnie wiele osób ma podobnie, bo na ogół nie ma szans, by zobaczyć na żywo dzikie zwierzęta, busz i afrykańską przyrodę.
    Serdecznie pozdrawiam

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s