Życie w RPA – raj na ziemi czy istne piekło?

RPA ma wyjątkowo kiepską reputację. W mediach pełno mrożących krew w żyłach historii o napadach, gwałtach, porwaniach czy włamaniach.
Według powszechnych opinii czarni mieszkają w slumsach i zabijają każdego białego który ośmieli się wychylić nos poza granice swojego kompleksu chronionego przez wynajętych komandosów.
Bez broni w ogóle nie należy wychodzić z domu bo po ulicach grasują bandy grabiące i porywające każdego kto się napatoczy więc na wszelki wypadek trzeba jeździć samochodem z kuloodpornymi szybami.
Jeśli przypadkiem mieszkasz na farmie to przepadłeś z kretesem, to cię na pewno zabiją i to ze szczególnym okrucieństwem, a na farmę wprowadzi się setka bezdomnych Murzynów. Ale czy to wszystko prawda?

O przestępczości oraz o tym jak zadbać o swoje bezpieczeństwo pisałam już w notce „Ciemne Barwy Tęczy” – trzeba przestrzegać pewnych zasad, ale broń i kuloodporne szyby nie będą konieczne 🙂
Dlatego tym razem skoncentruję się na pozytywnych stronach RPA…

Cape Town

Jedną z głównych zalet RPA jest pogoda.
Wprawdzie jest dość zróżnicowana w zależności od regionu, ale i tak przez ponad 300 dni w roku w RPA świeci słońce.
I to nie to gorące i palące jakie zawsze kojarzy nam się z Afryką, ale miłe śródziemnomorski ciepełko.
Wprawdzie w miesiącach letnich (grudzień – luty) może być ciut za ciepło na zdobywanie gór, wędrówki i aktywny wypoczynek wymagający wysiłku, ale za to idealnie do wylegiwania się na plaży czy na basenie.
W pozostałe dni słońce zazwyczaj walczy o przestrzeń z potężnymi burzowymi chmurami, powietrze przecinają błyskawice i przez kilka godzin trwa nawałnica podczas której może spaść tyle deszczu ile w Polsce przez miesiąc…
Nawałnicę najlepiej przeczekać w domu, upewniając się, że nic nie przecieka, bo drogi w tym czasie stają się mało przejezdne. Po nawałnicy znów wychodzi słońce, a wszelka roślinność w okolicy nasyca się zielenią.
Zima, przypadająca na lipiec i sierpień to okres w którym temperatura spada średnio do ok 15′ C (a w nocy nawet poniżej zera).
O dziwo, czasem nawet pada tu śnieg! Utrzymuje się jednak jedynie w rejonie Gór Smoczych.
Zimowe dnie są słoneczne i pogodne – wyjątkiem tutaj jest wybrzeże południowe, gdzie w tym terminie przypada pora deszczowa która nieco przypomina śródziemnomorską jesień.

wp-1466098593382.jpeg

Styl i jakość życia to drugi, bardzo istotny aspekt życia w RPA.
Otóż jak wiadomo ze statystyk, w RPA występuje głębokie rozwarstwienie społeczeństwa.
To oczywiście bardzo żle, ale oznacza to tyle, że podczas gdy 70-80% żyje ubogo, pozostała część żyje jak pączki w maśle.
Posiadając jakiś biznes lub pracę w stabilnej firmie i wykształcenie powyżej średniego prawie automatycznie stajemy się członkiem tej bogatszej grupy.
Takiego „przeciętnego-nieprzeciętnego” de Beer’a, Smitha, Patela, Kunene czy Hadebe (bo w tej bogatej grupie są przedstawiciele wszystkich ras zamieszkujących RPA) stać na dom z ogrodem i basenem albo apartament w dobrym kompleksie mieszkalnym z basenem, siłownią i wieloma innymi
udogodnieniami o których często nawet nie przyjdzie nam pomarzyć mieszkając w Europie (i to nawet nie w Polsce!). Ponieważ ciężko jest tę dość uprzywilejowaną grupę określić, nazwę ich po prostu „przeciętni-nieprzeciętni”.

Podatki są wysokie, „przeciętni-nieprzeciętni” płacą średnio ponad 35% swoich zarobków według progresywnej skali, dodatkowo zazwyczaj pokrywając połowę ubezpieczenia zdrowotnego oraz funduszu emerytalnego. W RPA nie odlicza się tych wydatków od podatku. Ale pensje też są wysokie i na po pozwalają – aby wejść w nie tak znów rzadki 40% próg podatkowy, należy zarobić rocznie 600 tys. rand (ok. 180 tys zl)
Samochód w rodzinie (przynajmniej jeden, a często jeden na osobę) to standard – bez samochodu nie bardzo da się to żyć, bo transport publiczny praktycznie nie istnieje. Oczywiście samochód trzymany jest w garażu, nie na ulicy, więc powierzchnia typowego „placu” jest odpowiednio duża. Zazwyczaj na tyle duża, że można tam zaparkować trzy czy cztery samochody.
Pomoc domowa i ogrodnik w RPA to też norma. W żadnym rozwiniętym kraju nikogo nie stać na zatrudnienie kogoś do sprzątania na więcej niż kilka godzin tygodniowo. W RPA, mnóstwo ludzi zatrudnia pomoc na cały dzien.
Tutaj niezatrudnianie nikogo do pomocy jest wręcz źle widziane, każda praca, nawet podstawowa to źródło utrzymania dla kogoś spoza uprzywilejowanego grona…
Czy to fair, że jedni mają wszystko a inni prawie nic? Pewnie że nie, ale nawet gdyby wszyscy bogaci oddali swoje majątki biednym w całości  i tak nie zmieniłoby to niczego w tym kraju – tych biednych jest po prostu zbyt wielu.

Tak więc „przeciętny-nieprzeciętny” korzysta w RPA z życia pełną parą.
Ponieważ nie jest pewny losu swojego majątku (no bo w końcu RPA może iść jeszcze drogą Zimbabwe…) woli pieniądze wydawać niż oszczędzać.
Po ulicach jeżdzi więc mnóstwo nowych samochodów, z pośród których Toyota, Renault czy Peugeot to jakość podstawowa.
Dużo jest terenówek – te najbardziej off roadowe (typu Wrangler czy Defender) upodobali sobie głównie Afrykanerzy, miłośnicy natury i niezdobytych przestrzeni.
Samochodami sportowymi zazwyczaj jeżdżą młodzi czarni biznesmeni, potentaci BBBEE (polityki polegającej na wyrównywaniu szans dla czarnych).
Hindusi jeżdżą samochodami generalnie uważanymi za luksusowe – Mercedes, Lexus, Audi. Jeśli nie stać ich na najnowszą wersję, kupią używany, ale nie „zejdą” z marki.
Luksusowe centra handlowe i centra rozrywki kipią życiem, praktycznie cały dzień, siedem dni w tygodniu. Rzadko w takich bywam w ciągu tygodnia, ale jeśli mi się zdarzy, zawsze się zastanawiam, gdzie ci ludzie pracują, że mają w ciągu dnia tyle wolnego czasu.
Oprócz centrów handlowych istnieją jeszcze parki rozrywki – wzorowane na Las Vegas „place zabaw” dla dorosłych, gdzie pod jednym dachem jest kilkanaście (a nierzadko więcej) restauracji, pubów, barów, kilka kin i teatrów, nieodłączne kasyno w którym można zobaczyć zarówno babcię Zuluskę w tradycyjnych szatach i nakryciu głowy, jak i damulkę w norkach, czy lokalnego gangstera.
Są idealne na spędzenie kilku godzin, jedyną w swoim rodzaju kwintesencją luksusu i kiczu z domieszką zdrowego, południowo-afrykańskiego poczucia humoru.

montecasino20fourways20south20africa

Większość ludzi w RPA pracuje od 8 do 5, niby dlatego, że lepiej nie podróżować po zmroku.
Wieczorem całymi tabunami pojawiają się w restauracjach i parkach rozrywki i już się tego zmroku nie boją 🙂
Tylko expaci pracują dłużej – przyzwyczajeni do europejskiego stylu, zaganiani, sfrustrowani afrykańskim luzem który posiada wielorakie określenia na wykonanie czegoś w nieokreślonym czasie „zaraz”, wszystkie z nich nawiązujące do „teraz” (te określenia to „now”, „just-now” i „now-now”).
W zasadzie dopóki coś nie jest zrobione, wielką niewiadomą jest kiedy będzie zrobione – bo na zrobienie zaraz czeka cała sterta zadań które należało wykonać wczoraj…
Ten luz jest niezależny od rasy – występuje tu jedynie korelacja związana z położeniem geograficznym.
Mieszkańcy południowego wybrzeża (Capetown, Port Elizabeth, East London) uważani są za super wyluzowanych, podczas gdy Johannesburg uważany jest za miejsce gdzie występuje największe natężenie czegoś co przy zwiększeniu tempa x5 mogłoby być porównane do wyścigu szczurów…

Ze względu na pogodę, życie towarzyskie i rodzinne toczy się głównie na zewnątrz.
Mieszkańcy RPA (znów bez względu na rasę i pochodzenie) uwielbiają dobre jedzenie i dobre wino. Jedzenie to tutaj impreza towarzyska pod postacią wspólnego grilla (nazywanego tutaj braai) czy gotowania. Zazwyczaj wszystko przygotowuje się razem, każdy przynosi jakiś specjał albo po prostu to, co ma ochote zjeść, wspólnie się to przygotowuje i wspólnie spożywa. Mieszkańcy RPA jedzą głównie mięso. Tony mięsa… Góry mięsa… Szczególnie faworyzowana jest wszelkiego rodzaju rogacizna (wołowina to tylko jeden z jej rodzajów…) którą udało się kupić albo upolować.
Grilowe imprezy odbywają sie zazwyczaj obok basenu a wieczorem po wypiciu odpowiedniej iloscie trunków i po położeniu dzieci (które niedłącznie uczestniczą w każdej imprezie) spać przekształcają się w „pool-party”, zwłaszcza upalnych podczas letnich wieczorów.
Mogę na 100% zagwarantować, że pierwszą imprezą po przyjeżdzie do RPA będzie właśnie braai 🙂

Mieszkańcy RPA przejawiają szczególną formę patriotyzmu – wielu z nich w ogóle nie wyjeżdża za granicę.
W sensie turystyki, RPA ma tyle do zaoferowania, że… po prostu nie mają takiej potrzeby.
Bo i po co gdzieś wyjeżdzać, skoro w RPA można znależć tropikalne plaże z rafą koralową, wysokie, niekiedy ośnieżone szczyty, pustynie, kaniony, wodospady i sielskie wzgórza?
Gdy są tu takie atrakcje jak Kruger Park czy niezdobyta Kalahari oraz inne parki narodowe w których można stanąć oko w oko z lwem czy gepardem oraz zobaczyć niezliczone ilości słoni, żyraf, zebr, antylop i innych zwierzaków kopytnych których jest tu zatrzęsienie?
I gdy mamy do dyspozycji niezliczoną liczbę luksusowych „game lodges” – miejsc podobnych do parków narodowych ale na pięknych prywatnych terenach (często wydzielonych z parków) zasiedlanych zwierzętami z którymi można przebywać prawie sam na sam a niejednokrotnie w odpowiednim sezonie na nie polować?
A jeśli wyjeżdżać – to po co daleko, skoro tuż obok jest przepastna Namibia ze swoimi największymi na świecie słynnymi czerwonymi wydmami Sossusvlei oraz z dalszą częścią Kalahari (która ciągnie się aż przez Botswanę), Mozambik z rajskimi wyspami,  Zambia z Wodospadami Victorii?
To wszystko jest na miejscu – wystarczy tylko zapakować terenówkę i w drogę!

KimberlyHole

W RPA jest z czego korzystać.
Infrastruktura pozostawiona przez czasy apartheidu w postaci hoteli, świetnej bazy tyrystycznej, sieci dróg (które choć nie są generalnie utrzymywane w stanie idealnym i tak są dużo lepsze od dróg w Polsce), centrów handlowych, restauracji, klubów, kasyn, pensjonatów i całej reszty której nie da się wymienić z osobna jest intensywnie wykorzystywana przez kilkanaście milionów finansowo uprzywilejowanych mieszkańców RPA oraz wielu turystów (którzy wbrew pozorom wcale nie boją się spędzać wakacji w RPA).
RPA jest też rajem dla dzieci – rzadko która restauracja zabrania im wstępu (może jedynie te najbardziej ekskluzywne, ale do takich z reguły dzieciaków się nie zabiera) – niektóre z restauracji (i nie mam tu na myśli McDonalda) mają dla dzieci place zabaw. Centra rozrywki mają zwykle „przechowalnie” dla dzieci, a kompleksy turystyczne opracowany specjalnie dla dzieci program  – dziecko można zostawić pod opieką wykwalifikowanych pracowników podczas gdy rodzice odpoczywają czy zwiedzają okolicę.
Tam gdzie nie ma programu dla dzieci, często w ramach usług oferowany jest babysitting.
RPA to kraj który może być i rajem i piekłem – w zależności od ilością posiadanych pieniędzy.
Bo tutaj nic nie jest za darmo.

Edycja (wrzesien 2016): inflacja w RPA wynosi ok 6-7 % w skali roku, wszelkie podane liczby od momentu publikacji naley więc pomnożyć aby otrzymać obecne wartości. Ale ogólnie od 2012 roku niewiele się zmieniło. RPA dalej potrafi dać w kość, ale potrafi też być krajem idealnym 😉

Przeczytaj także:

Koszty życia w RPA – opieka zdrowotna
Koszty życia w RPA – opieka nad dziećmi i edukacja
Koszty życia w RPA – podstawowe wydatki
Praca w RPA: kto, co, gdzie i za ile – czyli w końcu trochę konkretów 😉
Praca w RPA: wizy i administracja – czyli papierkowa robota
Praca w RPA: BBBEE – czyli wyrównywanie szans
Ciemne barwy tęczy – o przestępczości w RPA

Reklamy

50 thoughts on “Życie w RPA – raj na ziemi czy istne piekło?

  1. Witaj 🙂
    Bardzo podoba mi się Twój blog. Trafiłam na niego szukając informacji o RPA gdyż wybieram się tam w niedalekiej przyszłości. W związku z tym mam pytanie…o czym powinna pamiętać europejka jadąc do RPA? Czego unikać? Jakiego stroju, zachowania, etc? Co dla nas jest normą a tam może zostać uznane za obraźliwe, prowokacyjne czy niestosowne?
    Pozdrawiam 🙂

  2. Pingback: Spalić wszy na słońcu – ksenofobia w RPA | Blondynka w Krainie Tęczy

  3. Świetny blog! Mega!:) oczywiście trafiłam na niego, ponieważ chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o rpa. Pod koniec lutego wybieramy się z mężem na wycieczkę z Itaki. Nic nie piszesz o wycieczkach zorganizowanych, czy są bezpieczne, albo czy są dużo bardziej bezpieczne od wyjazdów indywidualnych na których się skupiasz. Może warto poświecić jeden wpis dla wycieczkowiczów?:) którzy do rpa przybywają z biurami podróży. Nie znalazłam tez informacji o zagrożeniach zdrowotnych, jaka jest zachorowalność na malarie, w jakim okresie jest najwiecej komarów w pasie malarycznym. Węże… No właśnie jak często można je spotkać na swojej drodze, czy to prawda, ze najbardziej niebezpieczne są wiosna? Czy można się z nimi spotkać w hotelach? Czy trzeba jakoś specjalnie sprawdzać buty, ubrania, torby? Czy powszechne są moskitiery w hotelach, motelach? I o innych zagrożeniach chętnie bym poczytałam przed wyjazdem na zorganizowana przez biuro wycieczkę. Z góry serdecznie Ci dziękuje:)

    • Violu, pisalam o malarii, w RPA zachorowalnosc jest bardzo niska. Na dole prawego paska jest wyszukiwarka, skorzystaj, jesli szukasz czegos specyficznego. Inne choroby tropikalne tu nie wystepuja. Jesli chodzi o wycieczki przez biura podrozy, to niestety, nie planuje, bo zupelnie nie znam tego rynku, sama z biur nie korzystam, bo lubie sama planowac swoj czas. Sadze, ze sa bezpieczniejsze niz wyjazdy indywidualne, bo biura unikaja ryzyka 🙂

      • Bardzo dziękuje za odpowiedz i tak zostałam gorąca fanka twojego blogu, bo jest pasjonujący, cieszę się bardzo, ze jesteś na Facebooku, już polubiłam 🙂 mam jeszcze jedno pytanie w imieniu męża palacza nałogowego, wiem, bo już trochę poczytałam, ze w RPA palić nie wolno w publicznych miejscach, zapewne również i w hotelach, wiec gdzie można? viola

        • W wielu restauracjach sa oddzielne pomieszczenia dla palaczy, w sumie tak samo jak w wielu miejscach w Europie. W hotelu trzeba poprosic o pokój dla palących, albo pali sie na balkonie lub w czesci dla palacych w restauracji czy np. w ogrodku. Zazwyczaj powydzielane sa miejsca gdzie mozna palic.

          • Bardzo dziękuje, przekazane, mąż spokojniejszy;) przeglądam twój blog i albo nie mogę znaleźć, albo nie napisałaś o wężach. To już dla mnie, bo przyznam, ze boje się węży bardzo, a wiem, ze większość węży w RPA to jadowite węże, czy trzeba sprawdzać w pokojach szafki, szuflady, pościel,? Czy należy przetrzepać ubranie, wytrzepać buty przed włożeniem? Jak zachować ostrożność? Czy jest tych węży w RPA faktycznie tak dużo, ze się o nie potykasz? Proszę napisz, albo odeślij mnie do swojego wpisu o zagrożeniach ze strony węży, o zachowaniu ostrożności, jakie węże, gdzie występują, jak się zachować gdy się go zobaczy, co radzisz? Przepraszam, ze tak zawracam głowę, mam świadomość, ze kiedy mieszkasz obok węży to nie jest dla ciebie takie straszne i nie wzbudza takiego leku, jak u mnie, osoby pochodzącej z Polski w której węży jadowitych poza żmija, bardzo rzadko spotykana nie ma, pozdrawiam

          • O wezach nie pisalam, bo zadnego na swojej drodze ani w swoim mieszkaniu nie napotkalam 🙂 zdarzaja sie na pewno, ale nie jest tak, ze sie o nie potykasz (mieszkam w RPA 10 lat i weze widzialam tylko w Parku Krugera). Generalnie nie trzeba podchodzić, tylko obejsc delikwenta wielkim lukiem. Najwiecej jadowitych wezy jest o ild wiem w Australii, na pewno nie w RPA.

    • Jesli chodzi o weze, to ja akurat przez 10 lat sie nie natknelam, ale wystepuja. Moskitiere najlepiej wziac z soba, bo generalnie w hotelach brak (ze wzgledu na niskie albo nieistniejace zagrozenie malaria). Jak mi cos jeszcze przyjdzie do glowy to napisze. Pozdrawiam!

      • O dziękuje, dopiero zauważyłam. Szkoda ze tak mało o wężach. Mamy telefony w play-u, wystarczy rooming? co do malarii, to gdzieś czytałam, ze te tabletki na malarie nie działają, wiadomo ci coś na ten temat? Pytam, bo opakowanie 7 tabletek kosztuje w Polsce 260 złotych i jest na receptę, a jeśli nie działają, to chyba lepiej dać sobie spokój i zwyczajnie się zabezpieczać, kremami i sprayami. I pytanie, czy lepiej kupić u was w RPA te rzeczy, czy są mocniejsze, czy wystarczy w Polsce, czy na te komary działają tez te płyny do kontaktu, żeby spokojnie przespać noc. my nie będziemy długo w RPA, lecimy na 2 tygodnie i mamy napiety grafik, ale jednak obawiamy się trochę, tyle mitów krąży o RPA, o malarii, dzikich zwierzętach, o wężach właśnie, ze są wszędzie i bardzo wysokiej przestępczości. Już doczytałam, dzięki tobie jak wyglada przestępczość, zakupiłam cieniutkie nerki, niewidoczne pod bluzka, na paskach zabezpieczonych linką, zaskoczyła mnie informacja o obsłudze hotelowej, o sprzątaczkach, którym bardziej opłaca się coś ukraść i zniknąć. Wiec wzięłam to dzięki tobie pod uwagę. Ale ogólnie jestem szczęśliwa, ze jadę do RPA o czym bardzo marzyłam, bardzo cieszę się na te podróż i mam nadzieje, ze dobrze się do niej przygotuje, w czym już masz swój udział. Serdecznie Cię pozdrawiam. viola

        • Roaming jest drogi, proponuje kupic karte lokalna albo korzystac z wifi. W wiekszosci centrow handlowych jest wifi, pol godziny zwykle za darmo, a pozniej wg pakietu. Jesli chodzi o profilaktyki (w tym na malarie) to zaden nie dziala w 100%, ale znacznie ograniczaja ryzyko zachorowania. Ja w RPA nie stosuje (malaria tylko w Kruger Park i od Sodwana Bay na polnoc) ale na Mozambik juz zazywalismy. Tak czy inaczej warto sie zabezpieczac przed ugryzieniami. Na pewno leliej spraje kupic tutaj niz w PL, polecam Tabard. Nie kojarze, abym pisala o kradnacych sprzataczkach (moze nie pamietam, albo inaczej to ujelam) – ale tak czy inaczej nie zostawia sie kosztownosci ani elektroniki w pokoju. Nie bierz duzo gotowki, nie warto bo tu wszedzie jest duzo bankomatow i poldkie karty dzialaja bez problemow.

          • Przepraszam, faktycznie teraz straciłam pewność, czy to ty o tym pisałaś, czy było gdzieś w komentarzach, ale, tez ze to może się zdarzyć, co nie oznacza, ze jest to na porządku dziennym. Bardzo, bardzo dziękuje, ze napisałaś nazwę środka przeciw komarom, chyba wasze są znacznie lepsze, bo macie groźniejsze te komary. Nie chce zażywać tabletek na 2 dni, bo maja skutki uboczne, wole spryskiwacze na ubrania, jakieś kremy do ciała i na twarz i chciałam wziąć taki środek do kontaktu ze sobą, chociaż pewnie u Was tez są lepsze niż nasze. Nie zabieramy żadnych kosztowności, mamy jedynie duży aparat, dość duży, ale będziemy go wozić ze sobą, wiec chyba nic się nie powinno wydarzyć, No jechać do RPA bez dobrego sprzętu fotograficznego, nie darowalabym sobie, to podróż życia, dziękuje jeszcze raz, jakbyś sobie coś jeszcze przypomniała to napisz proszę, pozdrawiam viola

          • Droga moja, a co sądzisz o preparacie peaceful sleep, tez wasz, który lepszy ten czy wspomniany przez ciebie tabard? Nasz termin wycieczki się zbliża, 19 lutego będziemy już w RPA! Pozdrawiam, viola

  4. Ciesze sie, ze trafilam na Twojego bloga. bardzo interesujaca „widokowka”

    PS. Rozbawilo mnie „bardzo wysokie podatki: do 35%” (mieszkam we Francji, excuse my French poczucie humoru :D)

    pozdrawiam 🙂

  5. Dzięki bardzo za wpis, dużo ciekawych informacji od kuchni, takie są najlepsze. Umiem sobie już teraz lepiej wyobrazić życie w RPA na co dzień. A pracuje się tam po ang czy trzeba znać inny język?

  6. Kolejny super wpis! To niesamowite jak bardzo RPA przypomina mi Brazylię – rozwarstwienie społeczeństwa, domy ogrodzone wielkimi murami, mięso, mięso, wszędzie mięso, no i przedewszystkim wielki luz!
    Czytam dalej!

    • Wydaje mi sie, ze historia w RPA (w ogole podboju Afryki przez bialych) w wielu przypadkach przypomina historie podboju Ameryki. Ten luz chyba jest spowodowany klimatem, nawet w Europie na poludniu planuje duzo wiekszy luz niz na polnocy 😉 Pozdrawiam i zycze milego czytania 😉

  7. Byłam, widziałam, mieszkałam w okolicach Elgin, byłam miło zaskoczona czystością, choć wiodczne były kontrasty – miasteczka dla ubogich mieszkańców, ale nawet tam panował określony porządek.
    Ludzie są uśmiechnięci i niesamowicie życzliwi.
    Mieszkam w dużym mieście w Polsce, ale uważam, że moglibyśmy się wiele nauczyć od mieszkańców tych okolic.
    Uderzył mnie spokój, cisza i wolniejsze tempo życia. Krajobrazy są niezapomniane i oczarowują różnorodnością. Zadziwił mnie też fakt, że nie ma wielu nieużytków, wszystkie tereny zielone są zagospodarowane. Zastanawiam się nad wyjazdem na stałe.
    W Twoim opisie znalazłam wiele podobieństw do własnych obserwacji.

  8. Na pewno ujęłaś podstawowe zalety RPA bardzo trafnie. Rzeczywiście, poziom życia zależy od zarobków, aczkolwiek tak jest niby wszędzie na świecie. Niebezpieczeństwo polega na robieniu nieodpowiedzialnych rzeczy, czyli kuszeniu diabła (np. przechadzce po bardzo podrzędnej dzielnicy). W KwaZulu-Natal czy prowincji Gauteng (Johannesburg) sytuacja jest zdecydowanie inna, niż w Kapsztadzie. Kapsztad to naprawdę Europa Afryki. Mogę coś o tym powiedzieć, ponieważ przeżyłem 15 lat w KwaZulu-Natal. Nie dziwię się więc niepochlebnym komentarzom na temat Port Elizabeth (miasto położone w prowincji Eastern Cape). Innymi słowy, wszystko zależy od zarobków i lokalizacji, ale jest to punkt wiedzenia Europejczyka, ponieważ chmary Południowoafrykańczyków uwielbiają właśnie życie na prowincji, farmie, w małych miasteczkach. Radziłbym każdemu, kto pragnie tutaj się przenieść, nie palić mostów za sobą, ale przyjechać na okres próbny, powiedzmy roku. Najmniejszy szok czeka emigrantów w Kapsztadzie (praktycznie nie ma szoku), ale inne miejsca należy zawczasu wypróbować 🙂

    • Zgadza się – takie przeprowadzanie się w ciemno do RPA może bardzo rozczarować, lepiej wszystko sprawdzić samemu.
      No a palenie mostów to już w ogóle nie jest wskazane, bo nawet jeśli teraz jest OK, to sytuacja w RPA jeszcze może się zmienić.

      • Witam, czy znalazłabyś chwile i podpowiedziala mi (i mojej zonie) jak wykorzystać najlepiej 11 dni ( 6-17ty XII) na południu RPA? Kupiliśmy bilety lotnicze, wynająłem samochód (osobowy) i to na razie wszystko. Myślałem, żeby czas między 6 a 8mym spędzić w Cape Town (Góry Stołowe i miasto), 9ty Stellenbosch , 10 i 11 Knysna, 12 i 13 Port Elizabeth, 14 i 15 ty jakieś winnice i z 16 na 17 Cape Town lub okolica bo 17go w południe mamy samolot powrotny. Brakuje mi w tym planie wielorybów, ale przeczytałem, że nie ta pora oraz jakiegoś parku ze zwierzakami. Ponadto, wszędzie gdzie się da, chciałbym grać rano w golfa (zbieram piłeczki z logo pól golfowych, na których grałem) a dopiero potem (koło 12 tej , 13tej) zaczynać zwiedzanie. Pola sobie znajdę, proszę tylko o radę czy np warto jechać do Port Elizabeth. Z góry dziękuję Marek

        • Plan jest jak najbardziej ok, na pewno bedzie sie Wam podobalo poludnie RPA. Jesli chodzi o zwierzaki to najlepszy park narodowy w tej okolicy to Addo National Park kolo PE glownie slonie i ‚rogacizna’. Niedaleko jest prywatny park z Wielka Piatka, Kariega, ale nigdy tam nie bylam, wiec nie wiem czy warto. Na pewno jesli chodzi o Wielka Piatke to najlepsze sa Kruger i Pilansberg, ale to inna czesc kraju… Niedaleko Knysny lezy George, gdzie znajdziesz Fancourt, jeden z najlepszych klubow golfowych w RPA, bardzo ekskluzywny, polozony w pieknym miejscu (gory Outeniqa) Jesli chodzi o PE to moim zdaniem niezbyt warto sie tam zatrzymywac, zamiast tego lepiej w Addo park albo w Tsitsikama. Mozesz tez wyprobowac te Kariege, na Tripadvisor ma przyzwoite oceny. Najfajniejsze miejsca na poludniu to okolice Cape Town i okolice Knysny, poludnie to w ogole bardzo fajna czesc RPA.

          Pozdrawiam, Agnieszka

          Sent from Samsung tablet

  9. RPA to dosc duzy i zroznicowany klimatycznie kraj (inny klimat jest na polnocy, inny na wschodzie, a inny na poludniowym zachodzie). Od paru lat mieszkam w Kapsztadzie i burze widzialam moze 3-4 razy. I to slabe w porownaniu z polskimi letnimi burzami. Mimo, iz temperatura wydaje sie dosc wysoka (nawet zima w nocy nie spada ponizej ok. 7 st.) to odczucie zdecydowanie ochladza zimny, silny, wilgotny wiatr znad oceanu. A slonca jest w brod. 🙂

  10. Olu, nie mam pojęcia ile zarabia nauczyciel, więc jak coś znajdziesz, to daj znać – ja ci powiem, czy da się za to przeżyc godziwie 🙂 Zakladam, że bedziecie pracować obydwoje?
    RPA to piękny kraj, ale musisz zadbać o swoje bezpieczeństwo – oznacza to wydatek na mieszkanie w odpowiedniej dzielnicy.
    Najważniejsza rzecz – musicie mieś samochód, nie musi być wysokich lotów, ale ma cię dowieżć z A do B, tutaj prawie nie istnieje transport publiczny. Poza tym to fantastyczny kraj, nie ma go co demonizować.
    Pozdrawiam!

  11. Witam!
    Mieszkam obecnie, w Azji, w Losie, a dokładnie w jej stolicy, Wientianie. Przyjechałam tu 8 miesięcy temu i za 2 miesiące kończy się mi (i mojemu chłopakowi) kontrakt. Mamy mały dylemat. Czy zostać tutaj czy ruszać dalej. Muszę powiedzieć, że uwielbiam odkrywanie nowych miejsc, zwłaszcza egotycznych. I tak kilka dni temu pomyślałam o RPA… Potem naczytałam się strasznych rzeczy i mój chłopak mówi, żebym zapomniała. Dodam, że mamy 7 letnią córkę. Chciałam zapytać co radzisz? Czy przeprowadzka na np rok z 7 letnim dzieckiem jest bardzo ryzykowna? Dodam, że ja i mój chłopak jesteśmy nauczycielami ang. Widziałam oferty pracy dla nauczyciel w RPA więc się trochę zainteresowałam, przez co trafiłam na twój blog 🙂 Mam też inne pytanie. Czy orientujesz się ile można zarobić jako nauczyciel ang i jakie życie można wieść za takie pieniądze? Będę wdzięczna z odp. Pozdrawiam z Laosu!

  12. HEJKA. Wlasnie szukalam czegos o RPA i natrafilam na twoje wpisy. Od jakiegos czasu mysle o wyjezdzie do Port Elizabeth, dlatego ciesze sie ze moglam mniej-wiecej naswietlic sobie zarys zycia, jakie tam panuje. Czekam na dalsze wpisy, serdecznie pozdrawiam z Francji, a dokladniej z Paryza 🙂

  13. Kasiu, ja jestem zwolenniczka czegos na ksztalt sprawiedliwosci dziejowej… Wiem, tez strasznie nie fair.
    Tak czy siak, trudo im pomoc. Jednorazowa pomoc to nie pomoc, im brakuje edukacji (przynajmniej w RPA).
    Swoja droga – nigdzie nie spotkalam sie z taka iloscia akcji charytatywnych jak w RPA…

  14. Chociaz wpis dlugasny, to jeszcze za krotki 😉 Chce wiecej :))
    RPA jest na mojej liscie „must see”, tak samo jak reszta Afryki.
    Chcialam dopisac jeszcze cos o niesprawiedliwosci spolecznej, o panach i zebrakach, ale dam sobie chyba spokoj. Dziwny ten swiat!

  15. hej, bardzo podoba mi się to co piszesz i obraz RPA jaki pokazujesz się w zasadzie dość zachęcający – tj. gdybym tam pojechał to jako osoba z wyższym wykształceniem pewnie łapał bym się na tę nieprzeciętną klasę średnią.
    Mam pytanie do Ciebie – czy ty też mieszkasz w takiej wypaśnej willi chronionej 10 metrowym płotem uwieńczonym drutem kolczastym pod napięciem? Czy jeździsz wielkim SUVem z kuloodpornymi szybami i po przekroczeniu bramy strzeżonego osiedla zajadasz się ogromnymi ilościami mięcha grillowanego nad brzegiem basenu w twojej willi?

    • Nie mieszkam w wypasionej willi tylko w przytulnym, niezbyt duzym domu z basenem 😉 SUVa mam, ale tez nie wypasionego. Ani na taki dom ani na SUVa na pewno nie byloby mnie stac w Polsce, choc tam tez niezle juz zarabialam.
      Mur z drutem elektrycznym jest, jakis 2.5 metrowy, taki mniej wiecej jest standard. W ramach klasy sredniej tez sa bogatsi i biedniejsi, ale nawet tym biedniejszy bardzo dobrze sie zyje. Spoko, z wyzszym wyksztalceniem z cala pewnoscia lapiesz sie na nieprzecietna klase srednia 😉
      Z kuloodpornymi szybami to sciema, takimi jezdza tylko najwyzsze rzadowe urzedasy…
      Miecho bardzo lubie, ale staram sie nie jesc za duzo bo niestety niezbyt sluzy mi na figure 🙂

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s